Zamiast wyrozumiałości dla polityków walka z absurdami systemu. Zamiast pustych haseł oddolne działania. Wkurzeni i racjonalni chcą wziąć sprawy w swoje ręce. Powtarzając przy tym hasła, które już słyszeliśmy na początku lat 90.
"Precz z ZUS-em, KRUS-em i NFZ-em” – wykrzykuje młody mężczyzna. Ponad 6-tysięczny tłum zebrany na warszawskiej hali Torwar po raz pierwszy ożywa. „Duda olewa ekonomię, a Kukiz – tolerancję”. Publiczność bije brawo, po chwili dają się słyszeć pierwsze gwizdy. „Więzień ma lepiej niż pracownik Biedronki, bo przynajmniej nie musi pracować”. „Koniec z dyktaturą robotniczo-chłopsko-mundurową”. „Mniej polityków, więcej ekspertów” – dają się słyszeć coraz to nowe hasła – i kolejne brawa. By je wykrzyczeć, na kongres założycielski stowarzyszenia NowoczesnaPL przyjechali z całej Polski. Kobiety i mężczyźni. Rodziny z dziećmi. Młodzi i starzy. Na etacie i z własnym biznesem. Zdrowi i niepełnosprawni. Wkurzeni, racjonalni i w każdej chwili gotowi do działania. Łączy ich jeszcze jedno: zero wyrozumiałości dla polityków.
Reklama
Pokolenie Okrągłego Stołu jest wypalone. To często osoby zasłużone, godne szacunku. A jednak od dawna czujemy, że w naszej scenie politycznej jest coś fikcyjnego, coś, z czym my, obywatele, nie czujemy związku. Rytualne konflikty, samozadowolenie, a przede wszystkim – brak wizji. Nie przypadkiem wśród młodej części społeczeństwa dominujące uczucia to dziś znudzenie, rozczarowanie i zwyczajna złość. (Karolina Wigura, publicystka)*

Reklama
Bajka o skakaniu sobie do gardeł
Trybuny i płytę główną hali Torwar, 15 minut od centrum Warszawy, szczelnie wypełniają uczestnicy kongresu. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda na przygotowania przed koncertem gwiazdy muzyki pop: są telebimy, kolorowe światła, maszyny do robienia dymu. W tle słychać ZHU „Faded” ze słowami powtarzanymi jak w transie: „Baby I’m wasted. All I wanna do is drive home to you. Baby I’m faded. All I wanna do is take you downtown” (co przetłumaczyć można jako: Kochanie, jestem pijany. Wszystko, czego chcę, to pojechać do twojego domu. Kochanie, jestem na haju. Wszystko, czego chcę, to zrobić ci dobrze). Tuż przy wejściu niebieska tablica – mapa wyzwań NowoczesnejPL, gdzie ci bardziej nieśmiali mogą przypinać karteczki z postulatami – układają się w nazwę stowarzyszenia, a ci bardziej odważni – zabrać głos przed zebranym tłumem. Kolejka tych, którzy „odczuwają kompulsywną potrzebę wypowiedzenia się i podkreślenia swojej więzi z programem zaproponowanym przez Ryszarda Petru”, z minuty na minutę rośnie. „Niech w końcu zorganizują się ci, którzy zarabiają pieniądze i płacą podatki, a nie tylko ci, którzy nie zarabiają i nie płacą podatków”, „Równość światopoglądowa”, „NowoczesnaPL nie będzie klęczała przed Kościołem. Czas powstać z kolan” – coraz to nowe osoby podchodzą do mikrofonu. Co kilka metrów wolontariusz w błękitnej koszulce: Nowoczesny Polak lub Nowoczesna Polka. Zwarty i gotowy do odpowiedzi na każde pytanie nowo przybyłego gościa – tych zarejestrowało się łącznie 9 tys. I choć ostatecznie przyjechało mniej niż trzy czwarte, to i tak mówi się o nowej fali niezadowolonych. Pierwsza dała o sobie znać jeszcze podczas pierwszej tury wyborów prezydenckich – ostatni sondaż tuż przed ciszą wyborczą dał walczącemu z zabetonowaniem sceny politycznej Pawłowi Kukizowi blisko 20 proc. głosów. Teraz na tym samym powszechnym niezadowoleniu wyrasta stowarzyszenie Ryszarda Petru, byłego doradcy Leszka Balcerowicza, któremu ten ostatni zresztą patronuje. A pomysł ekonomisty zdaje się być genialny: skoro Polacy mają dość „polityki polegającej na skakaniu sobie do gardeł w kwestiach niezbyt ważnych dla obywateli”, a chcą brać w niej udział i gotowi są się zaangażować, to wystarczy dać im taką możliwość, a sukces murowany. Tyle teoria. – NowoczesnaPL nie mogła sobie wymyślić lepszego czasu. Widać wyraźnie, że młodzi Polacy nie są już rozczarowani brakiem zmian, co jeszcze wyróżniało ich rówieśników głosujących na PO w 2007 r. To zbyt lekkie określenie ich stanu emocjonalnego. Oni są po prostu wkurzeni – uważa prof. Krystyna Szafraniec, kierownik Zakładu Socjologii Edukacji i Młodzieży Uniwersytetu Mikołaja Kopernika; także brała udział w kongresie („Badam ich od lat, obserwuję, piszę, więc w zasadzie nie mogło mnie nie być”). I wylicza ich cechy: – Coraz trudniej wejść im w dorosłość. Mają nie tylko większe wymagania. Są też mniej skłonni do wyrzeczeń. Bardziej na sobie skoncentrowani. Słabsza jest u nich empatia dla władzy. Myślą płycej, są bardziej podatni na demagogię. A to może oznaczać poważny problem dla polityków, którzy dla doraźnych celów zadowalają się tym, co chcą widzieć – podkreśla. W praktyce: – Głosują na tych, którzy obiecują im to, co chcą, przy okazji robiąc na złość tym, którzy wcześniej również obiecywali. Nie zdążyli nasiąknąć retoryką żadnego ugrupowania politycznego, nie pamiętają czasów IV RP, a konflikt PiS-u z PO to nie ich bajka.
Nic więc dziwnego, że kiedy już po wyborach spytano ich: Na kogo byś zagłosował? – a w zestawieniu było i ugrupowanie Pawła Kukiza, i NowoczesnaPL – to okazało się, że oba weszłyby do parlamentu; obok PiS i PO. Przy czym na Kukiza zagłosowałoby 20 proc. pytanych, a na Petru – 5 proc.
– Rewolucja na polskiej scenie politycznej jest coraz bardziej prawdopodobna – komentuje na Newsweek.pl dr Jacek Chołoniewski z firmy Estymator. – W ciągu ostatnich 26 lat takie nagłe zwroty miały już miejsce wielokrotnie. Przypomnijmy choćby wzlot i upadek Unii Wolności, AWS-u i Samoobrony czy też, jeśli chodzi o mniejszych graczy, Ligi Polskich Rodzin i Ruchu Palikota.
Kiedy w 1999 roku zaczynałem swoją działalność, jako student III roku Akademii Ekonomicznej w Krakowie, nie miałem nic. A było znacznie łatwiej, bo nie mieliśmy do czynienia z sytuacją pełną absurdów. Dla mnie takim przykładem walki z absurdem był kawałek blachy, który przyklejaliśmy na listy. Walki z absurdem na gruncie prawa, ale też walki z absurdem wspierania monopolu przez państwo i to za nasze pieniądze. Co roku. Państwo jest nieprzewidywalne, urzędnicy sięgają do kieszeni podatnika i gnębią go kontrolami – to koszmar każdego przedsiębiorcy. (Rafał Brzoska, prezes InPostu)
Oko w oko z ośmiorniczką
– Zgadzamy się w jednym. Dzisiejsza polityka ma twarz leśnego dziadka. Dziadka, który nie wie, czym jest Twitter, czym jest Tinder. Nie jestem już rozczarowany tymi leśnymi dziadkami. Jestem wkurzony – mówi też na kongresie Adam Kądziela z zarządu Ogólnopolskiego Forum Młodych „Lewiatan”. Jest jednym z najmłodszych mówców, którzy pojawiają się na scenie. Lat 22. Z organizacjami związany od gimnazjum, wcześniej np. w Młodych Demokratach. Kiedy na kilka dni przed kongresem dopytuję go, dlaczego popiera Ryszarda Petru, mówi krótko: to jedyna szansa, by młodzi mogli w końcu zabrać głos w kwestiach, które ich dotyczą, czyli pracy i przedsiębiorczości. – Teraz dialog na temat młodych jest prowadzony bez ich udziału. Z przykrością patrzyłem przez te wszystkie lata, kiedy udzielałem się w organizacjach młodzieżowych, z jaką łatwością władza może ignorować ich głosy. Rekomendacje od razu trafiały do ministerialnych szuflad. Czara goryczy się przelała.
W sieci żartuje się, że średnia wieku uczestników kongresu to 31 lat. To nadużycie, choć przez NowoczesnąPL przewijają się głównie młodzi, w tym także studenci. Ale ramię z ramię stają z nimi samorządowcy – tych oburza to, że np. nie kładzie się nacisku na rewitalizację terenów poprzemysłowych, rozwój miast satelickich i należyte wykorzystywanie środków unijnych, oraz prezesi małych i średnich firm – ci z kolei chcą, by Polska rządzona była bez żadnych uprzedzeń politycznych, ideologicznych i religijnych. Choć boli ich znacznie więcej. – Brak pracy dla młodych, kolejki do specjalistów, uzależnienie w hierarchii partyjnej nie od własnych poglądów i chęci działania, ale tego, co góra nakaże. Przecież zdarzały się sytuacje, kiedy ktoś dzwonił i pytał, czy ma podnieść rękę za daną sprawę, czy nie – błędy obecnego systemu wylicza Danuta Winnicka, pedagog i warszawski samorządowiec. – Nie podoba mi się też reforma szkolnictwa, w tym zmiana programu historii. Kto to słyszał, żeby młodzi ludzie, którzy podchodzą do matury, nie słyszeli o II wojnie światowej – oburza się.
Wśród przybyłych także rodziny z dziećmi. – Angażujemy je w różne inicjatywy. I choć niewiele jeszcze z tego rozumieją, to warto, żeby na nich były – przekonuje Żaneta Grabowska, pracownik w korporacji, matka 8-letniego Kuby i 6-letniego Łukasza. Sama chce ograniczenia struktur państwowych i zachowania tylko takich, które będą służyły obywatelowi, a nie odgrywały wyłącznie roli śledczego.
W większości mają za sobą prowadzenie własnej działalności gospodarczej lub wciąż walczą o utrzymanie się na rynku. Skarżą się głównie na to, że dokument o podatku VAT liczy 1,3 tys. stron („Nikt nie ma czasu go przeczytać, a wszyscy mu podlegamy”). To właśnie oni są grupą tych najbardziej oburzonych. – Jak to możliwe, że poza umową śmieciową żadnej faktury nie wolno mi wystawić – oburza się jeden z mężczyzn stojący na płycie głównej, podczas gdy inny zauważa: – Nie dość, że mamy skomplikowane prawo podatkowe, to jeszcze nie ma żadnej odpowiedzialności urzędników. Przecież oni powinni odpowiadać za błędy tak jak każdy z nas.
Robert Pańkowski, właściciel firmy IndiVisual, do dziś zastanawia się, dlaczego w Polsce – jak to się dzieje za granicą – nie ma ulg podatkowych dla młodych prowadzących własną firmę. Przekonuje: – W Singapurze na przykład przez pierwsze trzy lata nie płaci się w ogóle podatków. W Estonii zyski wygenerowane przez spółki są wolne od podatku, tak długo jak nie są z niej wypłacane. To zachęca przecież do zatrzymania kapitału zagranicznych inwestorów w kraju i do inwestowania w rozwój spółek.
Z opowieści tych, którzy zgodzili się ze mną porozmawiać, wyłania się spójny obraz – to osoby ambitne i aktywne, wykształcone i odarte ze złudzeń. Mają dość „obozu władzy zapatrzonego w siebie i swoje kariery, zamkniętego na prawdziwe problemy i wyzwania”. Nie chcą powrotu PiS do władzy, a i PO ich rozczarowało, bo „ludzi bardziej wkurza, że jak (w PO – red.) objadacie się ośmiorniczkami, popijanymi drogim winem, inni nie mają nadziei ani pomysłu na jutro” (cyt. z „Listu młodych wyborców do PO: Wkurzyliście ludzi” opublikowanego w sieci). – W Polsce od dawna narasta oburzenie z uprawiania polityki, która przerodziła się w politykierstwo. Nieważne, co się mówi, tylko kto i z jakiego jest ugrupowania. Od dawna też wiadomo, co odpowie obóz przeciwny – podkreśla Grzegorz Zawistowski, warszawski samorządowiec.
Jednym z ich nieoficjalnych symboli stał się teraz plakat trzymany przez roześmianych od ucha do ucha: Bronisława Komorowskiego, Jacka Rostowskiego, Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego i Janusza Piechocińskiego. „Jeszcze jedna kadencja i dorżniemy OFE, zagrabimy oszczędności 16 mln pracujących Polaków. Bezrobocie, służba zdrowia, reforma KRUS, emigracja młodego pokolenia za pracą – na tym się nie znamy, ale obiecać możemy. Niech żyje nasz prezydent, premier, Sejm, Senat, koalicja PO-PSL, Trybunał Konstytucyjny – chwała nam i naszym kolegom (...) precz!” – można na nim przeczytać.
Gniew jest teraz tym, co przede wszystkim odczuwają Polacy. To zniecierpliwienie rytualnymi pojedynkami pomiędzy dwoma partiami politycznymi przed kamerami. Znudzenie fikcyjnością tej polityki. Dziecinni, roszczeniowi i niepotrafiący powiedzieć, o co tak naprawdę im chodzi – te trzy określenia słyszałam, gdy rozmawiałam o tym, co dzieje się w Polsce. I to było o nas. O nas, tych wściekłych. To nieprawda. To konkretna potrzeba: Polski fachowej, w której polityka jest oparta na wiedzy, na konkretach. (Karolina Wigura, publicystka)
Lider liderowi nierówny
– NowoczesnaPL to oddolna inicjatywa polityczna otwarta dla wszystkich, a szczególnie dedykowana ludziom młodym, energicznym, z konkretnymi dokonaniami, chcącym wziąć odpowiedzialność za swój kraj – Ryszard Petru osobiście zagrzewa do przyłączenia się do stowarzyszenia. – To inicjatywa ludzi, którzy mówią „nie” obecnej klasie politycznej i skutkom ich wieloletnich rządów – dodaje. Ci śmiało dochodzą do głosu – już bez kompleksów, że Polska, że Europa Środkowa. Ich działania mają teraz przestać być spontaniczne, romantyczne. Mają być zorganizowani jak sprawnie działające przedsiębiorstwo – mieć np. liderów i loże ekspertów. Bartłomiej Joński, wolontariusz, ze stowarzyszeniem związany od dwóch miesięcy: – To oni staną najwyżej w hierarchii, skupiając doradców i specjalistów niższego szczebla, na których ma się z kolei opierać działanie całego stowarzyszenia – objaśnia. W ręku trzyma transparent z hasłem „Warszawa-Wilanów”. Podobnie jak 19 jego kolegów cierpliwie odpowiada na pytania grupki osób już po zakończeniu przemówień osób z pierwszego szeregu. – Stowarzyszenie nie udostępnia miejsca i nie wyznacza liderów, bo jest ryzyko, że połowa zrezygnuje już po kilku spotkaniach. A nam zależy na tych najbardziej zaangażowanych. Na prawdziwych liderach. Na tworzeniu oddolnych struktur – dodaje.
– To gdzie mamy się zorganizować? Gdzie robimy spotkanie? Plaża w Wilanowie? Może amfiteatr w Powsinie? Plac przed urzędem miasta? Czas już zająć pałac w Wilanowie! – mieszkańcy stołecznego osiedla przekrzykują jeden drugiego. Już wiedzą, że docelowo mieliby się spotkać pięć razy i do końca wakacji opracować postulaty. Potem przesłać je do stowarzyszenia wraz z informacją, ile osób skupili wokół siebie. Każdy lider ma za zadanie zaangażować jak największą liczbę osób i spisać jak największą liczbę postulatów, jak choćby też tych zgłaszanych już publicznie: opracowywanie raportów o tym, jak wydawane są publiczne pieniądze, kadencyjność pracy burmistrzów i prezydentów, by ci „nie przyklejali się do stołków na 20 lat”. – Wtorek, godz. 19, ul. Sarmacka 7d/4. Każdy przynosi co chce. Koniec bicia piany. Do zobaczenia – dalszą dyskusję ucina jeden z mężczyzn, do tej pory milcząco przysłuchujący się dyskusji. Zaprasza do swojej firmy. Jeśli formuła spotkań się sprawdzi, poszuka innego lokum.
Pewnego dnia przyszła do mnie pacjentka, skierowana przez lekarza rodzinnego. Z bólem brzucha. Zbadałam, ale zaniepokoiła mnie jeszcze zmiana na jej skórze. Każdy z was oczekuje: jest u chirurga, wytnie, zbada, wyleczy. Nic bardziej mylnego. Żeby nie narażać się na kary z NFZ, że wykonuję niezleconą mi usługę, tę pacjentkę powinnam odesłać do lekarza rodzinnego po nowe skierowanie. Na nową chorobę, którą będę mogła leczyć. To jest absurd. Trzeba to zmienić, bo nie chodzi przecież o to, by nas rozliczali z procedur, ale z konkretnych działań. (Anna Aseńko, chirurg)
NowoczesnaPL wersja hard
– Jeśli nie będzie to kolejna przystawka do PO, to chętnie bym podziałał, by było więcej wolności dla obywateli, więcej zaufania, jak na przykład ma to miejsce w Anglii. Ostatnio usłyszałem nawet, że kiedyś, jeśli obywatel dostawał urzędowe pismo, to podpisujący je urzędnik dodawał: „Jestem twoim sługą” – mówi Sławomir, nazwisko do wiadomości redakcji, 57 lat, przedsiębiorca, przyjechał z Trójmiasta (pierwszy raz pendolino). – Może „służący” to za duże słowo, ale człowiek, który ma mi pomóc? To brzmi dobrze i dziś – zastanawia się.
Gdy kolejne osoby zgłaszały chęć uczestnictwa w projekcie, a na scenę wychodzili kolejni goście, którzy od teraz mają być kojarzeni z Ryszardem Petru, coraz szybciej zaczęło też przybywać głosów krytycznych; przede wszystkim w sieci. Najpierw wypłynęła sprawa ze stroną WWW – „Nie ma to jak powoływać stowarzyszenie z nazwą zawierającą domenę i nie sprawdzić, czy jest wolna :) nowoczesna.pl = nowoczesnapl.org”. Potem zaczęły się pojawiać głosy, że NowoczesnaPL to Nowoczesna PO (bo patronują jej ci sami tenorzy, którzy odpowiadali za tworzenie Platformy), a także strona na FB „Popierasz NowoczesnaPL, nie idę z Tobą do łóżka”. Na koniec wypłynęła kwestia nazwy. „A politycy znowu nie umieją swojej nazwy wymyślić i podbierają Fundacji Nowoczesna Polska”. Obawy miała też część uczestników kongresu – żebyśmy za chwilę nie musieli się martwić, „jak świat się zmieni, gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy wkurwieni” (to z Jonasza Kofty), podkreślali najbardziej sceptyczni.
Dlaczego Polacy w ogóle lgną do NowoczesnejPL? – Moje postulaty na dziś pokrywają się z tym, o czym głośno mówi się w kontekście NowoczesnejPL, czyli przede wszystkim rozdział państwa od Kościoła, choć nie w takim natężeniu jak u Janusza Palikota, oraz kadencyjność posłów i władz – tłumaczy Robert Czekański z Torunia, pracuje na etacie, ma też własny biznes, z polityką związany od 2010 r. Porównania do początków Twojego Ruchu wcale go nie dziwią, tym bardziej że przygodę z Palikotem też zaczynał od kongresu, wówczas w PKiN. A właśnie postpalikotowcami sami określają się niektórzy moi rozmówcy. Gdy mówią o ekonomicznym liberalizmie, przypominającym myślenie prof. Balcerowicza, błyskawicznie pojawiają się skojarzenia także z Pawłem Kukizem. Tyle że zwolenników twardego liberalizmu wyraźnie w naszym społeczeństwie ubywa – z 20 proc. w 1995 r. do 7–8 proc. w 2011 r. Liczni (wśród reprezentantów młodego i średniego pokolenia to 53–55 proc., wśród starszych 30 proc.) są z kolei „ci opowiadający się za rozwiązaniami racjonalnymi, stawiającymi na efektywność, eliminację absurdów i przywilejów, nieoczekujący pomocy, lecz stworzenia warunków do działania”, podkreśla prof. Krystyna Szafraniec. – Razem daje to blisko 2/3 młodszych i 1/3 starszych przedkładających pracę i rozum nad wyciąganie ręki i jałmużnę. A to jest bardzo duża społeczna baza, na którą można liczyć. Pod jednym warunkiem – że NowoczesnaPL będzie ugrupowaniem soft, a nie hard. Wszystko zależy od tego, na co postawią – czy na reprezentację interesów konkretnej grupy zawodowej (przedsiębiorcy), czy na reformy kraju. Jeśli na to pierwsze, wersja hard może wystarczyć, jeśli na to drugie – niekoniecznie – kwituje.
To gdzie robimy spotkanie? Plaża w Wilanowie? Może amfiteatr w Powsinie? Plac przed urzędem miasta? Czas już zająć pałac w Wilanowie! – mieszkańcy stołecznego osiedla przekrzykują jeden drugiego