Polacy w 1940 roku byli mordowani w trybie specjalnym - przypominają historycy. 75 lat temu NKWD rozpoczęło wywóz polskich oficerów z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. 3 kwietnia 1940 ruszyły pierwsze transporty śmierci z jeńcami z Kozielska do Katynia.

Był to początek zbrodni, której dokonano w Katyniu, Charkowie i Miednoje. NKWD wymordowało wówczas blisko 22 tysiące obywateli polskich wziętych do niewoli po agresji ZSRR na Polskę w 1939 roku.

Jak przypomina profesor Wojciech Materski, polscy jeńcy zostali objęci na rozkaz Stalina specjalną procedurą. To był tryb - wyjaśnia historyk - w którym nie trzeba było stawiać wniosku na forum sądowym, fatygować prokuratora, obrońcy, oskarżonych. Po prostu "trzech panów" zamykało się w pomieszczeniu, brało odpowiednie dokumenty i tworzyło listy śmierci. W ten sposób - dodaje profesor Materski - skazano i wymordowano od 4 kwietnia do 15 maja 1940 roku prawie 22 tysiące ludzi, bez formalnego wyroku, bez procedur, które dawałby szansę na obronę. Założenie było jedno - przypomina naukowiec - "polscy jeńcy są kontrrewolucjonistami, są niebezpieczni, niepotrzebni trzeba ich zabić".

Historyk Witold Wasielewski podkreśla, że egzekucje przeprowadzono z makabryczną precyzją. Poszczególnych oficerów sprowadzano do celi więzienne w piwnicy, tam z zaskoczenia strzelano im w tył głowy. Następnie przez specjalne okienko zwłoki wyrzucano na stojącą przy budynku ciężarówkę.

Reklama

Wśród zamordowanych w ten bestialski sposób byli nie tylko oficerowie Wojska Polskiego, ale także policjanci, urzędnicy, uczeni, profesorowie wyższych uczelni, artyści, lekarze, nauczyciele i prawnicy.

Dziś w południe przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie rozpoczną się uroczystości upamiętniające ofiary zbrodni katyńskiej. Weźmą w nich udział rodziny pomordowanych, przedstawiciele władz państwa, w tym prezydent Bronisław Komorowski, premier Ewa Kopacz i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, a także kombatanci i harcerze.