Pragnę zaznaczyć z całą stanowczością, że tekst, który zaczęli państwo czytać, nie ma nic wspólnego z referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy.
Dokładnie tak, jak nie mają z nim najmniejszego nawet związku: znalezienie funduszy na dokończenie obwodnicy Warszawy, wybór pani Gronkiewicz-Waltz na przewodniczącą PO tamże, ani żadne w ogóle wydarzenia, jakimi w ostatnim czasie los tak hojnie obdarował naszą stolicę. Po prostu, gdy w niedawnym wywiadzie prasowym komendant Straży Miejskiej w Warszawie zadał retoryczne i nabrzmiałe troską o mieszkańców miasta pytanie: „Zlikwidować straż miejską? I co w zamian?” – postanowiłem ruszyć na pomoc.
Ubiegły rok, do Brugii przybywa autem cudzoziemiec z Polski. Parkuje w miejscu, wydaje się, do tego przeznaczonym. Jednak błyskawicznie pojawia się przed nim patrol policji municypalnej. „Najmocniej przepraszam” – odzywa się strażnik miejski z Brugii i sama ta grzecznościowa forma wprowadza Polaka w stan szoku. Gdy po chwili ochłonie, usłyszy: „Tu, niestety, nie wolno parkować”. Zamieszkały w Warszawie Polak kuli się, czekając na cios – kwotę w euro, która zrujnuje jego wyjazd, ale... żadna suma nie pada. „Można zaparkować tu i tu” – mówi Belg, pokazując na planie miasta. Patrzy jednak na tablice rejestracyjne i wypowiada kwestię, po której życie Polaka już nigdy nie będzie takie samo: „Proszę jechać za mną, ja to miejsce pokażę”. Po chwili auto stoi tam, gdzie stać może i powinno. „Miłego pobytu w naszym pięknym mieście” – kończy strażnik i uśmiecha się, a Polakowi świat wiruje przed oczami.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.