Nieuzasadniona i niezrozumiała - tak politycy oceniają decyzję sądu dotyczącą marszałka województwa podkarpackiego. Jest on podejrzewany o korupcję. Sąd Okręgowy w Lublinie uznał, że poręczenie majątkowe wpłacone przez Mirosława Karapytę jest wystarczającym zabezpieczeniem dla prokuratury.

Tym samym odrzucone zostało zażalenie prokuratury na zwolnienie z aresztu marszałka, a także drugiej osoby zatrzymanej w tej samej sprawie - o czym wcześniej zdecydował sąd I instancji.

Artur Ozimek z Sądu Okręgowego w Lublinie podkreśla, że Mirosław Karapyta w każdej chwili może wrócić do aresztu, jeśliby okazało się, że utrudnia postępowanie. Dodał, że prokuratura w zażaleniu nie wykazała, iż podejrzani mogą podejmować takie działania. Szczególnie w sytuacji, gdy większość materiału dowodowego została utrwalona. Sędzia przypomniał, że tymczasowe aresztowanie jest najostrzejszym środkiem zapobiegawczym i sąd może stosować je tylko w ostateczności i tylko w przypadku, gdy inne rozwiązania, nie pozbawiające wolności podejrzanego, mogę być nieskuteczne. Sędzia Ozimek podkreślił, że dzisiejsze postanowienie sądu okręgowego jest prawomocne.

Decyzji sądu nie rozumie szef klubu PiS Mariusz Błaszczak. Jego zdaniem, takie postanowienie nie przysparza poczucia sprawiedliwości.

Podobnie sprawę komentuje lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro. Jak powiedział na konferencji prasowej, marszałka Karapytę jako "notabla i człowieka wpływowego" potraktowano został łagodniej niż "przeciętnego Kowalskiego". Polityk dodał, że prokuratura może teraz mieć problemy z gromadzeniem dowodów przeciwko Karapycie, jeśli pozostanie on na stanowisku marszałka województwa.

Z byłym ministrem sprawiedliwości zgadza się też rzecznik SLD. Dariusz Joński nie wyobraża sobie, by Mirosław Karapyta w dalszym ciągu pełnił tę funkcję. Polityk zapowiedział, że radni SLD zagłosją za jego odwołaniem na najbliższym posiedzeniu sejmiku.

Prokuratura Apelacyjna w Lublinie postawiła marszałkowi Karapycie 7 zarzutów korupcyjnych. W latach 2011-2012 miał przyjąć łapówki na kilkadziesiąt tysięcy złotych łącznie. Dwa zarzuty dotyczą też zaspokajania potrzeb seksualnych.