Lider RP Janusz Palikot zaapelował do Ewy Kopacz, aby powiedziała w czwartek w Sejmie prawdę, że pełna identyfikacja ofiar katastrofy smoleńskiej "była niemożliwa w tamtych warunkach".

O godz. 16.30 minister sprawiedliwości Jarosław Gowin przedstawi w Sejmie informację ws. działań podjętych po katastrofie smoleńskiej.

"Apeluję po raz kolejny do marszałkini Sejmu Ewy Kopacz, by na początku tej debaty powiedziała nam wszystkim, wszystkim ludziom w Polsce jak naprawdę było, jak to wyglądało i że była niemożliwa w tamtych warunkach pełna kompletna identyfikacja osób i że to nawet w jakimś sensie było usprawiedliwione okolicznościami tej tragedii, że było pewne porozumienie między i opozycją, i koalicją rządzącą, że w ten sposób właśnie podchodzi się do tej sprawy, bo ona jest zbyt bolesna i zbyt trudna" - oświadczył w czwartek na konferencji prasowej w Sejmie szef Ruchu Palikota.

Zdaniem Palikota Kopacz jest "jedyną osobą, która jest w stanie zatrzymać serial smoleński, ten bal wampirów". "Ona ma wszelkie formalne usytuowanie dziś jako marszałkini Sejmu i wszelką wiedzę merytoryczną z tamtego okresu, żeby to zrobić. Nie ma tego Jarosław Gowin. (...) Jarosław Gowin uruchomi po prostu mechanizm, w wyniku którego będziemy przez miesiące tkwili w tej absurdalnej dyskusji" - ocenił lider RP.

Reklama

Zadeklarował także, że jeśli Kopacz "sprosta temu zadaniu", to Ruch Palikota pozostanie na sali obrad podczas debaty. Wniosek o wystąpienie Gowina złożył klub PiS. Ma to związek z informacjami Naczelnej Prokuratury Wojskowej o zamianie ciała Anny Walentynowicz z ciałem innej z ofiar katastrofy smoleńskiej.

Kopacz - która w ub. kadencji Sejmu była ministrem zdrowia - w środę pytana była przez dziennikarzy podczas briefingu w Sejmie, czy potwierdza swoje słowa z jednego z wywiadów prasowych udzielonych po katastrofie, że była przy zamykaniu wszystkich trumien ofiar katastrofy smoleńskiej. Powiedziała, że nie przy wszystkich; dodała, że nie była m.in. przy identyfikacji Anny Walentynowicz. Zaznaczyła, że nie ma problemu ze słowem "przepraszam" w tej sprawie. Oceniła też, że na tamtą chwilę zrobiono tyle, ile było możliwe.