Przesunięcie terminu otwarcia Stadionu Narodowego nawet o 10 miesięcy wiąże się nie tylko z kompromitacją, lecz także ze stratami finansowymi.
Co gorsza, poniosą je podatnicy. Nieoficjalnie wiadomo, że konsorcjum wykonawców (Alpine, PBG i Hydrobudowa) prowadzi gorączkowe rozmowy z inwestorem, czyli Narodowym Centrum Sportu (NCS) o to, kto ponosi winę za spóźnienie. Wczoraj minister sportu Adam Giersz ujawnił, że zgodnie z umową tylko 30-dniowe spóźnienie to kara w wysokości 100 mln zł, i deklarował twarde stanowisko: – Oczekuję, że wykonawca zrealizuje kontrakt zgodnie z ceną, terminem i przy zachowaniu odpowiedniej jakości. W kilka godzin później resort wydał specjalny komunikat, w którym złagodził swoje stanowisko. Tym razem urzędnicy napisali, że każda inwestycja ma odpowiednie kilkumiesięczne bufory czasowe.
Według naszych rozmówców zarówno z Ministerstwa Sportu, jak i ze strony wykonawców w najgorszym wariancie spór przeniesie się na salę sądową. – Nie czujemy się winni. Mamy raport zewnętrznej firmy, która diagnozuje przyczyny opóźnienia po stronie NCS i projektantów – mówi nam jeden z budowlańców.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.