Były ambasador w Berlinie, eksszef wywiadu USA i wpływowy działacz społeczności LGBT może być szefem placówki w Warszawie.
Kilka dni temu na portalu The Hill pojawił się komentarz poświęcony Polsce, autorstwa Richarda Grenella, b. trumpowskiego ambasadora w Niemczech i przez moment polityka pełniącego obowiązki szefa Wywiadu Narodowego USA. „Objęcie Polski programem o ruchu bezwizowym odzwierciedla rosnącą siłę geopolityczną w Europie (tego państwa – przyp. red.). W miarę jak Niemcy wahają się między NATO i Rosją, a Francja próbuje stworzyć sojusz z Moskwą, Warszawa stała się najsilniejszym sojusznikiem Ameryki w UE i NATO wobec rosyjskiego zagrożenia. Trump uznał rosnące znaczenie Polski w ramach zachodniego sojuszu, proponując relokację tysięcy żołnierzy amerykańskich z Niemiec do Polski i wzmacniając dwustronną współpracę obronną” – napisał Grenell.
O tym wpływowym dyplomacie w polskim kontekście pisaliśmy w czerwcu, kiedy amerykańska administracja przyglądała się uderzającej w społeczność LGBT narracji polityków prawicy przed wyborami prezydenckimi w Polsce. Przypomnijmy: Grenell, jeden z liderów ruchu LGBT w Partii Republikańskiej, w lutym 2019 r., kiedy był jeszcze amerykańskim ambasadorem w Berlinie, zaprosił na spotkanie do swojej siedziby kilkunastu działaczy organizacji broniących praw osób homoseksualnych i transseksualnych z różnych krajów Europy, by omówić, jakie należy podjąć działania w kierunku wsparcia osób LGBT. Natomiast w 50. rocznicę wydarzeń w Stonewall (w 1969 r. doszło do głośnych aresztowań klientów w nowojorskim, gejowskim barze Stonewall Inn) wywiesił tęczową flagę na jednym maszcie ze sztandarem USA. Z kolei polska prawica na finale rozmów o wzmocnieniu obecności wojskowej USA nad Wisłą odwołała się do homofobicznych argumentów, zapominając, że jednym z głównych zwolenników zwiększania sił amerykańskich jest właśnie Grenell.