Duńczycy wybierają swoich posłów w zwykły dzień roboczy. Tegoroczne wybory wypadły w środę, 5 czerwca. Wybrano 179 posłów, z czego 175 w samej Danii, a po dwóch w autonomicznych regionach Wysp Owczych i Grenlandii.
Następnym premierem zostanie Mette Frederiksen, szefowa socjaldemokratów, która pełniła funkcje ministra pracy i ministra sprawiedliwości w latach 2011–2015. To już druga kobieta kierująca duńskim rządem, po Helle Thorning-Schmidt, rządzącej w latach 2011–2015.
Wygrana Socjaldemokracji nie jest zaskoczeniem. Od wielu miesięcy sondaże wskazywały znaczną przewagę tej partii nad rządzącą Venstre. Frederiksen nie udało się jednak zdobyć więcej głosów w porównaniu z ostatnimi wyborami z 2015 r. Jednocześnie Venstre poprawiła swój wynik o prawie 4 proc. Frederiksen, która zdobyła 25,9 proc., może liczyć na posłów całego lewicowego skrzydła w Folketingu. Są tam takie partie, jak Socjalistyczna Partia Ludowa i Radykalna Lewica, które poprawiły wyniki z 2015 r. odpowiednio o 3,5 proc. i 4 proc. Na prawym skrzydle duńskiego Folketingu doszło tym razem do zaskakującej klęski Duńskiej Partii Ludowej. Straciła ona ponad połowę wyborców i zebrała tylko 8,7 proc. głosów. Wyborcy odwrócili się także od Sojuszu Liberalnego, rządzącego w koalicji z Venstre od 2015 r. Ledwo przekroczył 2-procentowy próg wyborczy, zdobywając 2,3 proc. Populistyczna partia Nye Borgerlige zdobyła 2,4 proc. głosów, co przekłada się na czworo posłów. Skrajnie prawicowa partia Napięty Kurs (duń. Stram Kurs), pod przywództwem sympatyzującego z ideami narodowych socjalistów Rasmusa Paludana, nie weszła do parlamentu.
Reklama
Duńczycy nie opowiedzieli się więc za radykalną zmianą polityki krajowej. Mette Frederiksen zapewniała w trakcie kampanii wyborczej, że gwarantuje kontynuację kontroli na granicy z Niemcami i dotychczasowej polityki migracyjnej. W odróżnieniu od swoich sąsiadów, Niemców i Szwedów, Dania nie zgodziła się na przyjęcie uchodźców z Bliskiego Wschodu w następstwie kryzysu uchodźczego w 2015 r. Deklarując utrzymanie dotychczasowej polityki imigracyjnej, socjaldemokraci pozbawili partie prawicowe i populistyczne ich głównych argumentów.
Dla partii z lewicowego skrzydła Folketingu sprzyjający okazał się temat zmian klimatycznych, który zdominował tegoroczną kampanię wyborczą. Dyskusji o klimacie towarzyszyły wiece inspirowane przesłaniem szwedzkiej aktywistki klimatycznej Grety Thunberg oraz ogłoszenie przez 19-latka Mikkela Brixa strajku głodowego na rzecz ochrony klimatu. Opinia publiczna krytycznie oceniła politykę klimatyczną rządu Venstre i Sojuszu Liberalnego. Głównym zarzutem były cięcia dopłat i subwencji dla elektrowni wiatrowych.
To właśnie z powodu polityki klimatycznej partie prawicowe straciły największą część swoich wyborców. Duńska Partia Ludowa i Nye Borgerlige stanęły po stronie rolnictwa, któremu zarzuca się nadmierną emisję dwutlenku węgla. Oba ugrupowania skrytykowały w kampanii wyborczej media za ich subiektywne relacje na temat zmian klimatycznych. Pernille Vermund z partii Nye Borgerlige zarzuciła natomiast partiom lewicowym szerzenie „histerii klimatycznej”.
W przeddzień wyborów Lars Løkke Rasmussen zaproponował socjaldemokratom wspólną koalicję rządową. Frederiksen odrzuciła tę propozycję i ogłosiła, że stworzy rząd mniejszościowy opierający się na głosach lewego skrzydła Folketingu. Jedynie w zakresie polityki migracyjnej przyszła premier zapowiada współpracę z partiami takimi jak Venstre i Sojusz Liberalny.