Przed spotkaniem (12 czerwca) prezydentów naszych krajów najpewniej nie powstanie raport dla Kongresu analizujący możliwość stworzenia bazy w Polsce.
Reklama
Podczas wizyty nie zapadną również decyzje o budowie od zera stałych instalacji wojskowych USA w Polsce, których lokalizację planowano między Toruniem a Bydgoszczą – wynika z informacji DGP. Mogą pojawić się jednak konkretne deklaracje dotyczące zacieśnienia współpracy wojskowej. Jak się dowiadujemy, ma być ona realizowana w opisywanej przez nas wersji „Fort Trump minus”, bez budowania od zera koszar dla setek żołnierzy. Strona Polska liczy głównie na podwyższenie rangi dowództwa dywizyjnego USA w Poznaniu (w maju 2017 r. przeniesiono je z Niemiec do Polski. Obecnie na jego czele stoi generał brygady. Strona polska proponuje, by w Poznaniu pojawił się amerykański oficer wyższy stopniem), zwiększenia liczby żołnierzy stacjonujących w ramach obecności „stałej rotacyjnej” i zacieśnienia współpracy sił specjalnych (np. poprzez powołanie centrum szkolenia takich oddziałów).
W otoczeniu polskich władz słychać zniecierpliwienie spowodowane bezwładnością Pentagonu podczas rozmów na ten temat. W amerykańskim resorcie obrony przez wiele miesięcy panowało faktyczne bezkrólewie. Brakowało również woli, by podejmować poważne działania na rzecz zwiększania obecności w Polsce.
– W rozmowach z Amerykanami największym hamulcowym jest Pentagon. Nie czuć woli, by urzędnikom i wojskowym zależało na szybkim tempie prac – mówi nasze źródło.
W marcu ustępujący ze stanowiska dowódcy EURO COM (sił USA w Europie) gen. Curtis M. Scaparrotti mówił w Izbie Reprezentantów, że „baza o bardziej stałym charakterze jest potrzebna z uwagi na charakter stosunków, jakie zbudowaliśmy (z Polską – red.)”. Jego deklaracja została przez część mediów potraktowana jako potwierdzenie informacji o budowie Fort Trump. Rozmówca DGP z kręgów rządowych odpowiedzialny za rozmowy z Amerykanami studził jednak ten entuzjazm. – Scaparrotti mógł powiedzieć wszystko. Ustępował ze stanowiska i takie deklaracje nic go nie kosztowały. Nie musiał się martwić np. o to, z której konkretnie jednostki mieliby pochodzić żołnierze wysłani do Polski. Nie musiałby się martwić o całą logistykę związaną ze stałą bazą. Za to wiele pytań przy tego typu sprawach ma zawsze Pentagon.
W Pentagonie rzeczywiście nie ma warunków do podejmowania decyzji o przenoszeniu żołnierzy do Polski. Dopiero po 130 dniach wakatu, najdłużej, odkąd Ameryka jest supermocarstwem, Donald Trump zdecydował, że Patrick Shanahan, który po dymisji gen. Jima Mattisa pod koniec ubiegłego roku pełnił obowiązki szefa Pentagonu, będzie ministrem obrony na stałe. To nie oznacza jednak zakończenia okresu niepewności. Teraz czeka go długa batalia o zatwierdzenie nominacji przez Senat.
To, że prezydent tak długo zwlekał ze wskazaniem kandydata, świadczy o dużym kryzysie w relacjach Białego Domu z resortem. Trumpowi i jego ludziom nie udało się przekonać republikanów z Senatu do innych kandydatów. Z kolei senator Lindsey Graham z Karoliny Południowej, który był do tej roli typowany i który z pewnością zyskałby poparcie większości tej izby Kongresu, prezydentowi odmówił.
Shanahana czekają w Senacie pytania o jego wielo letnią pracę w Boeingu. Będą mu je zadawać – oprócz z góry źle do niego nastawionych demokratów – także niektórzy republikanie.
– To jest najmniej kompetentny kandydat na to stanowisko od końca II wojny. Senatorowie zdają sobie z tego znakomicie sprawę. Jego przesłuchania to będzie coś na kształt plebiscytu, jak bardzo popularne są decyzje prezydenta w sprawach militarnych. Zarówno ich organizacji, jak i samej doktryny – mówi nam dyplomata związany z jedną z poprzednich administracji USA.
Problemem jest też sprawa wysłania na granicę z Meksykiem armii, żeby zabezpieczała budowę muru. Nie jest tajemnicą, że dowódcy nie bardzo chcą angażować żołnierzy do tego zadania. Dla części z nich jest ono sprawą ściśle polityczną, do której armia nie powinna się mieszać. Z dużą niechęcią patrzy na to także część republikańskich senatorów. A Shanahan już na początku zobowiązał się, że w sprawie muru bez wahania wykona każde polecenie Białego Domu. Poparł też Trumpa w jego wysiłkach pozyskania budżetu na budowę tej rekordowo kosztownej instalacji. Teraz, zapytany przez kongresmenów z komisji obrony narodowej o tę drażliwą kwestię zaczął kluczyć i stwierdził na końcu, że Pentagon powinien wrócić do wykonywania swojej tradycyjnej misji. To go może szybko poróżnić z prezydentem, który bardzo szybko zniechęca się do ludzi i nie daje im drugiej szansy.
– Biały Dom i resort obrony różnią się też w sprawie tego, jak zaangażować się we wzmacnianie wschodniej flanki NATO – mówi nasz rozmówca. Jeśli chodzi o polski interes, to najżyczliwszy koncepcji Andrzeja Dudy, czyli budowy w Polsce stałej bazy zwanej roboczo Fort Trump, był poprzedni szef Pentagonu gen. James Mattis. Razem z jego dymisją Warszawa straciła ważnego sojusznika.
Sprawa zwiększonej amerykańskiej obecności militarnej w Polsce została przedłożona Pentagonowi w 2018 r. Rozpatrzenie jej wykonalności miało się odbyć do 1 marca 2019.
Kilka dni temu Amerykanie potwierdzili, że prezydent Andrzej Duda spotka się z Donaldem Trumpem 12 czerwca w Waszyngtonie. Jak czytamy w komunikacie, prezydenci „będą omawiali rozwijające się strategiczne partnerstwo oraz szereg spraw interesujących obie strony, w tym obronność, bezpieczeństwo, energię oraz kwestie handlowe”. Oficjalnie polskie władze nie komentują postępu prac nad powołaniem Fort Trump.
Razem z dymisją Jamesa Mattisa Polska straciła ważnego sojusznika