Polityczny koniec ubiegłego tygodnia zdominował szum informacyjny w sprawie tego, czy nad Wisłą powstanie w końcu konstrukcja stworzona przez Andrzeja Dudę – Fort Trump. „Gazeta Wyborcza” twierdzi, że infrastruktury nie będzie, a Polacy sromotnie przegrali negocjacje. Wspomina, iż szef Pentagonu Patrick Shanahan jest temu przeciwny, bo za największe zagrożenie dla Ameryki uważa Chiny, a nie Rosję.
Problem polega na tym, że Shanahan, który do objęcia posady wiceministra obrony pracował jako menedżer w Boeingu, jest tylko pełniącym obowiązki ministra. Kandydatury na konstytucyjnego sekretarza obrony, którą będzie musiał zatwierdzić Senat, jeszcze nie ma. Skądinąd jej brak dowodzi, że Biały Dom – odkąd 31 grudnia zdymisjonowany został gen. James Mattis – nie radzi sobie ani z polityką kadrową, ani – co dla nas ważniejsze – z długoterminową strategią militarną. Ale co do samej idei Fortu Trump, to „Wyborcza” ma rację: tak jak pisaliśmy jako pierwsi na łamach DGP (m.in. 28 stycznia), wielkiej bazy między Toruniem a Bydgoszczą nie będzie.
Innego zdania jest „Rzeczpospolita”, która podtrzymuje tezę, że wychodzimy z negocjacji z Amerykanami zwycięsko i Waszyngton godzi się na coraz więcej naszych warunków, a polską ofertę uważa za hojną. I powołuje się na tweeta ambasador Georgette Mosbacher, która krytykując tekst z „Wyborczej”, napisała w czwartek: „W przeciwieństwie do tego, co pojawiło się w mediach, robimy duże postępy w rozmowach dotyczących obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Brałam udział w spotkaniach, jest to wiedza z pierwszej ręki”.
Reklama
Ze słów szefowej amerykańskiej placówki w Warszawie nie wynika jednak, że Fort Trump powstanie. Między utrzymaniem status quo a wybudowaniem wielkiej bazy jest wariant pośredni, o którym pod koniec stycznia pisaliśmy i o którym rozmawiają obecnie strony polska i amerykańska. Nie możemy przy tym zapominać, że Pentagon cały czas spóźnia się z raportem, który ma rekomendować Kongresowi warunki i opcje zaangażowania militarnego w Polsce. Nie wiemy, co w nim będzie, ale co do tego, że Amerykanie raczej planują zwiększyć swoją obecność w Polsce, w ogóle nie ma sporu.
Niezależni amerykańscy eksperci, m.in. z Atlantic Council, są zdania, że wśród rekomendacji może być m.in. stworzenie pod Krakowem bazy treningowej sił specjalnych. Natomiast to, na czym tak bardzo zależy polskiemu rządowi, czyli zainstalowanie u nas dodatkowej brygady, według specjalistów powinno mieć miejsce w Niemczech. W grę wchodzą też rewitalizacja nieużywanego lotniska w Nowym Mieście nad Pilicą, rozbudowa dowództwa dywizyjnego w Poznaniu, ośrodek szkolenia artylerii w Toruniu, unowocześnienie portu w Gdyni oraz bazy helikopterów w Pruszczu Gdańskim. Drawsko Pomorskie, Orzysz, Żagań i Powidz to potencjalne miejsca rozmieszczenia dodatkowych sił amerykańskich oraz infrastruktury. Jeżeli raport Pentagonu to potwierdzi i plan zostanie zrealizowany, Warszawa – w ramach wkładu własnego – zostanie zobowiązana do naprawienia infrastruktury drogowej, kolejowej oraz mieszkalnej, z której Amerykanie korzystają już teraz lub będą korzystać po umocnieniu ich sił w Polsce.

Reklama
„Rzeczpospolita” w swoich publikacjach wyraża jednak nadmierny optymizm, pisząc, że wygrywamy negocjacje z Waszyngtonem.
– Nie ma przełomu w rozmowach z Amerykanami, one nadal trwają. Rozmawiamy o wzmocnieniu potencjału w różnych wymiarach – dowiedział się DGP ze źródeł zbliżonych do kierownictwa Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie jest też prawdą – jak pisze „Rz”, że w Pentagonie myśli się cieplej o zaangażowaniu nad Wisłą, odkąd odszedł stamtąd James Mattis. Według naszych informacji były minister obrony był jednym z głównych rzeczników tej sprawy.
Jest jeszcze jedno nieporozumienie związane z doniesieniami na temat Fortu Trump. „Gazeta Wyborcza” połączyła sprawę Fortu Trump i nieudanych polskich negocjacji z tematem nacisków Amerykanów na odszkodowania za mienie pożydowskie. Te sprawy nie mają związku. Temat odszkodowań żyje swoim życiem i nie jest tak, że rząd USA nim szantażuje i uzależnia od niego inne sprawy. Po prostu lobby odszkodowawcze konsekwentnie realizuje swoje cele i na poziomie piarowskim, i formalnoprawnym.
Trzeba przypomnieć, że przy okazji ostatniej wizyty w Warszawie sekretarz stanu Mike Pompeo przypomniał Polsce, że się nie wywiązała z tego zadania. Poza tym od 10 miesięcy obowiązuje w Stanach prawo, które zmusza rząd do czynnego zabiegania o zwrot mienia. To tzw. ustawa 447. Została ona jednomyślnie przyjęta przez amerykański Senat w grudniu 20017 r. Oficjalnie nazywa się ona „Justice for Uncompensated Survivors Today” i daje ministerstwu spraw zagranicznych USA prawo do wspomagania organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary Holokaustu i ich spadkobierców oraz wspierania ich poprzez swoje kanały dyplomatyczne w odzyskaniu żydowskich majątków, które nie mają spadkobierców. Zgodnie z procedurą projekt został skierowany pod głosowanie do Izby Reprezentantów, wówczas jeszcze pod wodzą republikanów. W maju 2018 r. podpisał ją Donald Trump.