Polska powinna wzmocnić swój wymiar europejski i pokazać podmiotowość wobec Waszyngtonu - mówi w rozmowie z DGP Kai Olaf Lang, politolog z Stiftung Wissenschaft und Politik, specjalizujący się w kwestiach Europy Środkowej i UE.
DGP
Jak pan ocenia relacje polsko-amerykańskie?
One się pogłębiają, a ożywione kontakty na najwyższym szczeblu politycznym są tylko częścią tego procesu. Na tym zależy stronie polskiej, która upatruje w Stanach Zjednoczonych swego rodzaju kotwicy bezpieczeństwa. Twardym jądrem stosunków polsko-amerykańskich jest szeroko pojęta polityka bezpieczeństwa: od współpracy wojskowej po duże kontrakty zbrojeniowe.
Reklama
Czy w Berlinie zauważono zbliżenie na linii Waszyngton – Warszawa?
W Niemczech wiadomo, że relacje polsko-amerykańskie zawsze były bliskie. Były pewne momenty otrzeźwienia – np. po decyzji prezydenta Baracka Obamy, gdy w niezbyt szczęśliwym dniu – 17 września 2009 r., nagle ogłoszono zmianę koncepcji obrony przeciwrakietowej.

Reklama
Po dojściu do władzy prezydenta Donalda Trumpa w Polsce odnotowano, że tradycyjne kręgi republikańskie, zazwyczaj ostro patrzące na Rosję, znów zaczęły nadawać ton polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. W Berlinie zauważono wystąpienie Trumpa w Warszawie i jego obecność na szczycie inicjatywy Trójmorza latem 2017 r. Na to ocieplenie polsko-amerykańskie nałożył się także brak zaufania w polskim obozie rządzącym do polityki Niemiec.
Polska propozycja budowy Fortu Trump oznacza nie tylko bardziej efektywne odstraszenie i lepszą obronność, lecz jest to także oferta dla Stanów, które w ważnej geopolitycznie części Europy mogą wzmocnić swoją obecność strategiczną.
To powinno wzmocnić możliwości obronne Polski.
Z jednej strony zwiększona obecność wojskowa sił sojuszniczych i szczególnie tego najbardziej skutecznego partnera wzmocni zdolności do obrony. Z drugiej trzeba też wziąć pod uwagę, co takie wzmocnienie współpracy dwustronnej oznacza dla spójności NATO. Owszem, Stany Zjednoczone są członkiem NATO i większe zaangażowanie USA w Polsce jest też działaniem na rzecz sojuszu. Pytanie, czy jest to działanie koordynowane z innymi partnerami NATO, np. z Berlinem, i jak inne kraje NATO postrzegają ten silniejszy bilateralizm. W mojej ocenie Polska idzie trzema torami. Najbardziej preferowane jest efektywne, silne NATO. Poza tym Polska chce uzupełnić gwarancje Sojuszu uprzywilejowanymi więzami z USA – na wypadek, gdyby Stany nieco straciły zainteresowanie NATO i rola tej organizacji malała.
Jest też trzeci tor – czyli Polska angażuje się również w europejskie inicjatywy w ramach Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony. Ten wymiar ma wagę ograniczoną. Niezależnie od opcji rządzącej w Warszawie priorytetowa jest zasada „NATO first”, a może raczej „USA first”.
Czy to polsko-amerykańskie ocieplenie ma wpływ na relacje polsko-niemieckie?
W interesie Niemiec jest, żeby Polska była bezpieczna. To dotyczy również krajów bałtyckich. Dobrze więc, że Polska wzmacnia swoje bezpieczeństwo. Ale trzeba też dbać o to, by NATO pozostało spójne: popatrzmy na decyzję szczytów w Newporcie i Warszawie, w wyniku których doszło do wzmocnienia flanki wschodniej NATO. Niemcy – w obliczu tego, co się dzieje na Ukrainie – zgodziły się na to i biorą aktywnie udział w krokach, które zostały wtedy podjęte. Ale jednocześnie chcą utrzymać rozmowy z Rosją i nie dać Moskwie kolejnych pretekstów do zaostrzenia retoryki i wzmocnienia zbrojeń. Musimy uważać, by w polsko-niemieckich relacjach nie było takiego przerzucania się: wy budujecie gazociąg Nord Stream 2, a w końcu chcecie zniesienia sankcji na Rosję, a wy rozmawiacie za naszymi plecami, by wzmocnić swoje relacje z USA, co długoterminowo może zwiększyć ryzyko nowego wyścigu zbrojeń w regionie. Do tego przydałby się wzmocniony dialog polsko-niemiecki o polityce bezpieczeństwa i sprawach strategicznych.
Jak takie zbliżenie w USA wpływa na naszą pozycję w UE?
Obecna administracja amerykańska ma nieprzychylny stosunek do UE. Amerykanie może nigdy nie chcieli zbyt silnej Unii, ale administracja prezydenta Trumpa krytykuje ją bardzo ostro. Największy kłopot mają z władzami Niemiec i widocznie chcą ograniczyć wpływy Berlina w Brukseli. Dlatego szukają partnerów. Zaraz UE opuszczą Brytyjczycy. Współpraca z silnym graczem spoza UE może wzmocnić pozycję Polski w Brukseli. Polska jako polityczno-strategiczny hub dla USA w Europie Środkowej, jako przeciwwaga dla Berlina, Paryża i Brukseli, to pomysł, który może się udać. Ale do tego muszą być spełnione co najmniej dwa warunki. Po pierwsze, Stany Zjednoczone muszą mieć jakąś koncepcję dla Europy Środkowo-Wschodniej i polityczną wolę, żeby ją trwale urzeczywistniać. Po drugie, jeśli Polska będzie grała zbyt mocno kartą amerykańską, może to doprowadzić do kolejnych rozczarowań i napięć np. z Francją i w końcu też z Niemcami. Polska np. wyraźnie stawia na duże zakupy zbrojeniowe przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych. Węgry mają bardziej zdywersyfikowaną praktykę. Żeby skorzystać z więzi ze Stanami w Brukseli, Polska powinna wzmocnić swój wymiar europejski i pokazać podmiotowość wobec Waszyngtonu.