Każdy akt przemocy skierowany przeciwko politykowi, a pozbawiony osobistych motywów, staje się niestety aktem politycznym – choćby w tym znaczeniu, że ma lub może mieć skutki polityczne bądź społeczne. Nawet jeśli jest dziełem szaleńca – a zwykle jest. Tak jest też w przypadku ataku na prezydenta Gdańska. I tak było w przypadku napaści na biuro poselskie PiS w Łodzi w 2010 r.
Szaleństwo trudno różnicować. Jedni, jak islamscy terroryści czy zamachowcy w rodzaju Breivika, są owładnięci chęcią politycznej, religijnej lub rasowej zemsty albo dają upust czystej nienawiści, lecz z medycznego punktu widzenia są poczytalni. Ich nikczemne plany i pełne wyrachowania zbrodnie nie są podstawą, by zarzucić im obłęd – choć przecież po ludzku rzecz biorąc są obłąkani. Inni nie panują nad swoimi umysłami i poczynaniami. Zabijają lub próbują zabić, by nakarmić swoje chore obsesje. Pierwsi świadomie i celowo poprzez przemoc i mordy „uprawiają politykę”. Drudzy z przypadkowych albo ze starannie wybranych osób, nierzadko polityków, czynią ofiary swego opętania. Więcej może wskazywać na to, wedle tych informacji, które teraz mamy, że z tym przypadkiem mieliśmy do czynienia w Gdańsku. Nie umniejsza to jednak rozmiaru zła i nieszczęścia.
Takie czyny są zawsze równie niezrozumiałe i obrzydliwe, jednak jest w tym jakiś dramatyczny paradoks, że do zabójstwa doszło w czasie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, do której co roku miliony Polaków przystępują w najlepszej wierze i z najlepszymi intencjami, wspólnie – ponad wszelkimi podziałami. Nie dla Jurka Owsiaka, nie „za kimś lub za czymś” ani też nie „przeciwko komuś lub czemuś”, ale dla dobra sprawy. By okazać życzliwość, dołożyć cegiełkę dobra i podkreślić, że „ludzi dobrej woli jest więcej”.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.