Wielogodzinna batalia lekarzy o uratowanie życia prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza zakończyła się porażką . Informację o śmierci wieloletniego włodarza miasta przekazał wczoraj przed godz. 15 minister zdrowia Łukasz Szumowski.
W Gdańsku, a także w innych miastach, flagi na urzędach opuszczono do połowy masztów. Odwołano zaplanowane na kolejne dni imprezy.Równolegle do tych gestów nie milkną pytania o sposób zabezpieczenia niedzielnego wydarzenia, które – jak informuje policja – nie zostało zgłoszone jako impreza masowa (co pociągałoby za sobą większe wymogi dotyczące zabezpieczenia). – Policja zareagowała prawidłowo, nie może wziąć odpowiedzialności za ochranianie wszystkich tego typu imprez w Polsce – przekonywał w rozmowie z DGP wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker.
Resort, niezależnie od działań prokuratury, wszczął kontrolę w agencji ochrony Tajfun, która w niedzielę zabezpieczała koncert WOŚP w Gdańsku. Kontrolerzy MSWiA mają sprawdzić „warunki wykonywania koncesjonowanej działalności gospodarczej w zakresie ochrony osób i mienia”. Przedstawiciele firmy przekonują, że jej pracownicy byli odpowiedzialni za ochronę imprezy masowej, a nie osobistą konkretnych osób. Napastnik miał przedostać się na scenę przy użyciu plakietki z napisem „media” (nie wiadomo, czy uzyskał akredytację, ukradł czy podrobił identyfikator). Do wyjaśnienia pozostaje też kwestia, jakim sposobem zamachowiec dostał się na scenę z nożem, skoro ochroniarze używali urządzeń do wykrywania metalu.
W kontekście tych dramatycznych zdarzeń, wśród innych samorządowców – oprócz wyrazów solidarności – pojawiły się pytania dotyczące bezpieczeństwa. Prezydenci dużych miast często związani są z partiami politycznymi (aktualnie głównie opozycyjnymi), a to nieuchronnie wpisuje ich w konflikt. Po niedzielnym incydencie pod lupę wzięto wpisy pojawiające się w mediach społecznościowych. Już wczoraj funkcjonariusze zatrzymali 41-latka, który na Twitterze groził prezydentom Poznania i Wrocławia.