Decyzja prezydenta Donalda Trumpa zwiększa szanse na to, że Teheran będzie chciał zbudować bombę atomową
Choć politycy z Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii zapewniali wczoraj, że umowa nuklearna z Iranem – mimo wycofania się z niej Stanów Zjednoczonych – pozostaje w mocy, to jej przetrwanie stoi pod dużym znakiem zapytania. Wiele zależy od reakcji samego Teheranu, która jak na razie jest dość powściągliwa.
– Poleciłem ministerstwu spraw zagranicznych negocjować w najbliższych tygodniach z krajami europejskimi oraz z Rosją i Chinami. Jeśli dojdziemy do wniosku, że możemy w pełni osiągać korzyści z porozumienia z innymi jego stronami, pozostanie ono w mocy – oświadczył wczoraj irański prezydent Hassan Rouhani, który mocno forsował zawarcie porozumienia z mocarstwami. Dodał jednak, że jeśli nie będzie to możliwe, Iran wznowi wzbogacanie uranu i inne prace nad programem jądrowym.
Reklama
Podpisana w 2015 r. umowa, nazywana w skrócie JCPOA, przewiduje, że w zamian za zamrożenie przez Iran programu nuklearnego i dopuszczenie międzynarodowych inspektorów zniesione zostaną nałożone na ten kraj sankcje. We wtorek amerykański prezydent Donald Trump wypowiedział tę umowę, argumentując, że ma ona wiele luk i wcale nie powstrzyma Teheranu przed budową broni jądrowej.
– Pamiętajmy, że to nie prezydent Rouhani będzie podejmował decyzje, lecz najwyższy przywódca Ali Chamenei oraz resorty siłowe i wszystko zależy od tego, jakie są ich kalkulacje. Z jednej strony pozostanie przy porozumieniu oznacza brak szerokich sankcji gospodarczych, dzięki czemu do Iranu napływają inwestycje, a Iran bardzo potrzebuje pieniędzy. Ale z perspektywy Iranu prowadzenie teraz prac nad bronią jądrową też jest logiczne. Amerykanie pokazali, że nie można im ufać, a przykład Korei Północnej udowadnia, że jeśli się ma broń jądrową, dużo łatwiej z nimi negocjować – mówi DGP dr Robert Czulda z Katedry Teorii Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Łódzkiego, ekspert od Bliskiego Wschodu w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.
Ten drugi scenariusz jest całkiem realny, bo nieuchronnym skutkiem ubocznym decyzji Trumpa będzie osłabienie w Iranie frakcji reformatorskiej kosztem konserwatystów, którzy byli przeciwni wchodzeniu w układy z Zachodem. – Upadek porozumienia będzie polityczną klęską prezydenta Rouhaniego i wielkim ciosem dla reformatorów, bo cały jego program polityczny opierał się na tym porozumieniu. Może się to nawet skończyć odwołaniem prezydenta z urzędu. A obóz reformatorów na wiele lat traci możliwość rządzenia Iranem – mówi Robert Czulda.
Jeśli Iran zdecyduje się na wyjście z porozumienia i wznowienie prac nad programem jądrowym, który według Teheranu ma charakter wyłącznie pokojowy, da argument Trumpowi, który będzie mógł przekonywać, że irańskie władze nigdy nie chciały zrezygnować z budowy bomby atomowej.