Teren, na którym stoi warszawska galeria handlowa Wola Park i budowana jest obecnie druga linia metra, mógł zostać przejęty przez biznes niezgodnie z prawem - poinformował "Dziennik Gazeta Prawna". Według DGP w sprawę zamieszani są polscy miliarderzy, w tym m.in. Ryszard Krauze.

Zbigniew Ziobro został poproszony o komentarz w tej sprawie po konferencji prasowej w środę w Ministerstwie Sprawiedliwości. "Z całą pewnością tym zajmuje się już prokuratura, a jako prokurator generalny będę przykładał wagę, by tego rodzaju sprawy, które mogą mieć charakter wielkiego oszustwa i działań o charakterze kryminalnym, były bardzo rzetelnie ocenione i zbadane" - powiedział.

Jak wyjaśnia DGP proceder polegał na wyłudzaniu nieruchomości lub odszkodowań w oparciu o dokumenty przedwojennych spółek kupowanych na bazarach, w antykwariatach i aukcjach internetowych. Osoby, które reaktywowały spółki na podstawie tych dokumentów podawały się za akcjonariuszy. Następnie składały do samorządów wnioski o zwrot nieruchomości, które zostały odebrane dawnym właścicielom wskutek nacjonalizacji.

Reklama

Dziennik wśród spółek, które w taki sposób zostały przejęte, wymienia m.in. warszawskie Zakłady Ogrodnicze C. Ulrich, które zostały założone w 1805 roku, a reaktywowane w latach 90. przez Ryszarda Krauzego. Na zreprywatyzowanych terenach znajduje się dziś m.in. galeria handlowa Wola Park oraz budowana jest druga linia metra.

DGP cytuje osobę dobrze zorientowaną w śledztwie, która twierdzi, że chodzi o gigantyczny majątek. "Jeśli uda się udowodnić, że został przejęty w nielegalny sposób, byłaby to nowa, większa afera reprywatyzacyjna" – uważa informator dziennika.

Reklama

Jak informuje DGP, w miniony czwartek funkcjonariusze CBA przeprowadzili zmasowaną akcję m.in. w Warszawie, Kielcach, Krakowie i Gdańsku, w ponad 40 przypadkach mogło dojść do popełnienia przestępstw oszustwa, wskutek których Skarb Państwa stracił majątek wart co najmniej kilkaset milionów złotych.

Dziennik cytuje wywiad z byłym wicedyrektorem Biura Gospodarki Nieruchomościami Jerzym Mrygoniem, który w książce "Reprywatyzacja warszawska. Byli urzędnicy przerywają milczenie" twierdzi, że informował o przypadkach reaktywowanych spółek m.in. Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuraturę apelacyjną.

Z kolei były szef stołecznego BGN Marcin Bajko w rozmowie z DGP stwierdził, że w sprawie reaktywowanych spółek stołeczni urzędnicy nie mogli zrobić więcej niż zrobili.

"Sądy, KRS i inne organy rejestrujące pochylały się nad problemem reaktywacji przedwojennych spółek i dochodziły do wniosku, że czynności były dokonywane zgodnie z prawem. Problem w tym, że większość z tych spółek nie została wykreślona z rejestru handlowego. Organy państwowe nie zniszczyły ani skutecznie nie anulowały dawnych akcji spółek, a przecież państwo było w ich posiadaniu" – tłumaczy na łamach DGP Bajko.

Jego zdaniem, "ówczesny minister Skarbu Państwa powinien wykonywać swoje funkcje w reaktywowanej spółce, np. brać udział w głosowaniach lub doprowadzić do likwidacji reaktywowanej spółki – nie robił tego", więc jak dodaje, jest to "problem, który powstał na własne życzenie państwa".

Z kolei minister Zbigniew Ziobro, na którego powołuje się dziennik przyznaje, "skala nieprawidłowości miała gigantyczne rozmiary". "Z miesiąca na miesiąc wychodzą nowe kwestie, a śledczy dziwią się, że przez lata dochodziło do skandalicznych zaniechań. Dlatego trzeba działać dwutorowo. Po pierwsze, osądzić wszystkich, którzy dorobili się na reprywatyzacyjnym procederze, choć nijak nie ucierpieli na nacjonalizacji majątku. Po drugie – jak podkreśla minister sprawiedliwości – fundamentalne znaczenie ma przygotowana przez wiceministra Patryka Jakiego ustawa reprywatyzacyjna. Tak, by problem już nigdy nie powrócił" - powiedział DGP Ziobro. (PAP)

autor: Grzegorz Bruszewski