Bohaterowie „Dziewczyn” przechodzą z mowy na śpiew w momentach, gdy szukają ujścia dla silnych emocji, chcą wyrazić swój sprzeciw bądź zaczarować rzeczywistość
W „Dziewczynach” łatwo można się zakochać. Film Stuarta Murdocha jest jednocześnie nieśmiały i nonszalancki, a emocjonalną szczerość łączy ze znakomitym wyczuciem stylu. Choć reżyser opisuje czasy współczesne, ostentacyjnie manifestuje swoje przywiązanie do mody retro. Dzięki temu kostiumy bohaterów i elementy scenografii wyglądają, jakby zostały wykradzione wprost z planu dowolnego filmu Nowej Fali. Charakterystyczna dla filmu Murdocha estetyzacja otaczającej rzeczywistości nie jest jednak tylko artystycznym kaprysem. W strategii reżysera widoczna pozostaje tęsknota za kinem, które – przy poważnym traktowaniu bohaterów – emanuje lekkością, pozostaje świadome własnej atrakcyjności i w skuteczny sposób wdzięczy się do widza. Dzięki temu „Dziewczyny” przypominają hipsterską wersję musicalu „Kobieta jest kobietą”, film ze scenariuszem, który Jean-Luc Godard mógłby naszkicować na serwetce ze Starbucksa.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.