Film Marka Lawrence’a schematami stoi, choć jak tylko mogą, starają się je łamać Grant i Marisa Tomei, a na drugim planie J.K. Simmons
Trudno obecnie chyba o większego specjalistę od komedii romantycznych w Hollywood niż Marc Lawrence. Urodzony w Nowym Jorku twórca wyjątkowo upodobał sobie ten gatunek i od dłuższego czasu, mniej więcej co dwa-trzy lata, serwuje widzom kolejną wersję de facto tej samej historii. I nawet jeżeli nie stoi po drugiej stronie kamery, dyskretnie podsuwa swój scenariusz któremuś z kolegów po fachu. Nie pozostaje to bez znaczenia w kontekście jego najnowszej produkcji, bo właśnie element autotematyczny stanowić miał główny wyróżnik filmu „Scenariusz na miłość”.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.