Seans „Bardzo poszukiwanego człowieka” pozostawia ten sam posmak goryczy, co „Szpieg” i „Autor widmo”. Obu tym filmom zresztą dorównuje. Jest tyle sposobów, żeby naprawić świat
Seans „Bardzo poszukiwanego człowieka” pozostawia ten sam posmak goryczy, co „Szpieg” i „Autor widmo”. Obu tym filmom zresztą dorównuje. Jest tyle sposobów, żeby naprawić świat. Można, jak lewicująca pani adwokat (Rachel McAdams), na złość bogatemu tatusiowi opowiadać się po stronie nielegalnych imigrantów i walczyć o przyznanie im azylu. Można też, niczym agenci niemieckiej komórki do walki z terroryzmem, nieproszonych emigrantów zaszufladkować jako zagrożenie i wydalając ich poza obszary państwa, budować poczucie bezpieczeństwa obywateli. Ewentualnie, niczym Günther Bachmann (kapitalny Philip Seymour Hoffman), można składać ze sobą puzzle kolejnej układanki, by krok po kroku przekonać się, kto naprawdę jest zły, a kto dobry. Jest też wiele innych sposobów. W filmie Antona Corbijna wszystkie zawodzą.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.