Dokument „Władca wszechświata” jest niczym „Wilk z Wall Street” wyleczony ze wścieklizny
Jeśli film Martina Scorsesego przypominał opętańczą imprezę, dokumentowi Marca Baudera bliżej do ascetycznej spowiedzi. Wrażenia bynajmniej nie okazują się przez to mniej sugestywne. „Władca wszechświata” uzmysławia nam, że – niezależnie od kryzysu finansowego – rekiny finansjery wciąż są drapieżne, a ich apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Film Baudera działa jak inteligentny horror: zamiast epatować efekciarskimi trikami, utrzymuje nas w atmosferze permanentnego zagrożenia. Adekwatna do nastroju opowieści chłodna elegancja formy to zapewne zasługa producenta Nikolausa Geyrhaltera. Znakomity austriacki dokumentalista zasłynął jako dystyngowany voyeur przyglądający się osobliwościom zachodniej cywilizacji. Siła filmów Geyrhaltera tkwiła zawsze w portretowaniu przestrzeni, która na naszych oczach zyskiwała podmiotowość i urastała do rangi jednego z najważniejszych bohaterów opowiadanej historii. Nie inaczej dzieje się także we „Władcy…”. Ukazany w filmie frankfurcki biurowiec wydaje się krnąbrną wariacją na temat tytułowego „Szpitala dunajskiego” z najnowszego dokumentu Geyrhaltera. Oba budynki są pomnikami nowoczesnej architektury i przykuwają uwagę sterylnością wnętrz. O ile jednak szpital pozostaje świetnie prosperującą fabryką zdrowia, biurowiec jest wyłącznie świątynią chciwości.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.