"Raj: nadzieja" - recenzja

"Raj: nadzieja"
"Raj: nadzieja"Media
23 września 2013

W świecie Ulricha Seidla nadzieja była do tej pory towarem ściśle reglamentowanym i deficytowym. Kontakt z pokładami tego uczucia, uwolnionymi w ostatniej części „rajskiej trylogii”, zapewne doprowadzi fanów Austriaka do szoku poznawczego.

 Wrażenie to może pogłębić już sam dobór bohaterki. Nastoletnia Melanie, w przeciwieństwie do kobiet z „Miłości” czy „Wiary”, nie jest upadłym aniołem, który może już tylko potęgować proces psychofizycznej degrengolady. Dziewczyna ma też niewiele wspólnego z patologicznym koneserem kobiecych ciał sportretowanym w „Miłośniku biustów” bądź masturbującą własnego psa blondwłosą diwą ze „Zwierzęcej miłości”. Na tle wszystkich tych budzących litość i trwogę indywiduów Melanie wydaje się niepokojąco wręcz zwyczajna. Przeżywająca pierwsze porywy swego serca i waginy trzynastolatka nie stanowi również żadnego wyjątku na tle współczesnego kina. Dziewczyna z całą pewnością zakolegowałaby się chociażby z bohaterką znakomitego „Witaj w domku dla lalek” Todda Solondza.

Pozostało 69% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.