Zofia Nałkowska "Między nami zwierzętami" - recenzja

Zofia Nałkowska "Między nami zwierzętami"
Zofia Nałkowska "Między nami zwierzętami" Media
11 września 2013

Dla Zofi i Nałkowskiej zwierzęta były przekazicielami prastarej mądrości. Dlatego tak chętnie czyniła z nich bohaterów swoich książek i szkiców.

Niedziele Wielkanocna 1933 roku do mieszkania Zofii Nałkowskiej trafił pewien nauczyciel z Drohobycza. Błagał, by pisarka, która już wtedy była wielkim autorytetem na literackiej scenie, zechciała spojrzeć na rękopisy jego opowiadań. Niechętna protegowaniu debiutantów, Nałkowska poprosiła, by pisarz zostawił ja sama z manuskryptem. Po niedługim czasie zadzwoniła, aby dać wyraz olśnieniu i absolutnemu zachwytowi, jaki wzbudził w niej tekst drohobyczanina. Pisarz nazywał się Bruno Schulz, a jego książka nosiła tytuł „Sklepy cynamonowe”. Już po ukazaniu się zbioru opowiadań Nałkowska w recenzjach pisała entuzjastycznie o prozie nauczyciela z Drohobycza. Co jednak w wizji Schulzowskiej urzekło ja najbardziej? Możemy jedynie zaryzykować przypuszczenie, ze uniwersum opowiadań autora „Sanatorium pod klepsydra”, w którym granica miedzy światem ludzkim a zwierzęcym jest płynna, gdzie ojciec niespodziewanie może przeistoczyć się w kraba lub kondora, a pies okazać się człowiekiem, było jej wyjątkowo bliskie.

Pozostało 77% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.