Pierwszy rzut oka na okładkę „Twardzieli” może dać nadzieję na dobre kino. To niespełniona obietnica, choć w filmie Fishera Stevensa (laureata Oscara za dokumentalną „Zatokę delfinów”) nie brakuje zapadających w pamięć scen. Gorzej, że pamiętamy przede wszystkim te, których w filmie z klasowymi aktorami być nie powinno.
Trzej kumple po gangsterskim fachu spotykają się po blisko 30 latach rozłąki. Val (Al Pacino) siedział za napady z bronią w ręku. Jego najlepszy przyjaciel Doc (Christopher Walken) odbiera go z więzienia, ale ma też wykonać na Valu wyrok śmierci wydany przez lokalnego bossa. Obaj zdają sobie sprawę z tego, co nieuchronne, ale postanawiają spędzić ostatnią noc jak za dawnych czasów. Odwiedzają więc burdel, potem okradają aptekę (Val potrzebuje viagry), wracają do burdelu, kradną samochód, rozliczają się z dwójką psychopatycznych bandytów, wreszcie wykradają z hospicjum swojego umierającego kumpla Hirscheya (Alan Arkin). A że to gangsterzy mocno zaawansowani wiekiem, to wszystko toczy się w raczej ślimaczym tempie – klimat „Twardzieli” budowany jest nie na akcji, lecz na dialogach. Niespecjalnie błyskotliwych, ale chwilami autentycznie zabawnych i celnych.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.