W "Doomboy'u" magiczny realizm miesza się z rozterkami wieku dojrzewania.
Któż z nas nie marzył, żeby zostać bohaterem na własnym osiedlu? Id, amator ciężkich brzmień, chciałby pomykać na gitarze nie gorzej niż Kirk Hammet, ale lepiej idzie mu walenie instrumentem po mordach kumpli z zespołu, niż wykrzesanie pożądanego riffu. W jego sercu zieje czarna dziura (dosłownie!) po stracie ukochanej, miejscowa nadzieja ostrego rocka ma ochotę przemodelować mu facjatę, a lokalny kozak, do którego Id żywi szacunek należny człowiekowi ulicy, okazuje się gejem romantykiem. Łażenie po metalowych koncertach i szlajanie się z kumplami po polach przestaje Idowi wystarczać, a pustkę próbuje wypełnić muzyką. Tony Sandoval stawia tezę może nie nową, może odrobinę śmiałą, ale niejako potwierdzoną empirycznie – dla artysty smutek i żal to woda na młyn. Do spółki z kolegą, nieświadomie, gitarowe improwizacje zagrane z wirtuozerią godną geniusza posyła w radiowy eter. Id – ukrywający się pod ksywką Doomboy – w ciągu paru minut z nieudacznika i ciapy staje się tajemniczym ulubieńcem okolicznych rockmanów i obiektem zazdrości domorosłych Hendrixów.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.