Autopromocja

Twarda kobieta w męskim świecie. "Wielki marynarz" Poulain

Deck full sur le Kulshan, fot. Catherine Poulain, publikacja za uprzejmą zgoda autorki
Deck full sur le Kulshan, fot. Catherine Poulain, publikacja za uprzejmą zgodą autorkiMedia
4 lipca 2017

KSIĄŻKI | - Wiesz, chodzi o to, że nie ma tu żadnej zabawy w pozory, role i zasady. To nie istnieje. Byłam tutaj sobą, miałam prawo do szaleństwa, pod warunkiem, że w pracy dam z siebie wszystko, a kiedy kończyłam dniówkę miałam czas na przesiadywanie w barze. Nie było tam wiele kobiet. - mówi Catherine Poulain, autorka bestsellerowej powieści Wielki marynarz. Inspirowana osobistymi doświadczeniami debiutancka powieść była rewelacją we Francji. Zdobyła 8 nagród literackich, otarła się o Goncourtów, przegrywając tylko jednym głosem i sprzedała w nakładzie 300 000 egzemplarzy. Krytyków i recenzentów zaskoczył dojrzały i męski styl kobiety, która przez całe życie utrzymywała się z pracy fizycznej i nigdy wcześniej nie publikowała. Polski przekład autorstwa Agaty Kozak ukazuje się właśnie nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Poulain "Wielki marynarz"
On the rock... fot. Catherine Poulain, publikacja za uprzejmą zgodą autorki

Alaska to taki „Ostatni Przystanek”. To jest przyczyna, dla której ten olbrzymi stan nabiera znamion mitycznych. Dzikość i oddalenie od „cywilizowanego” świata sprawiają, że masz wrażenie, że możesz tu zacząć wszystko od nowa. Jest to miejsce ekstremalne i trzeba być przygotowanym na ekstremalne doświadczenia. Ściąga tu wielu dziwaków, nastolatków, którzy marzą o znalezieniu własnej drogi, także popaprańców, którzy dopiero co wyszli z jakiegoś życiowego zakrętu i chcą walczyć z widmami przeszłości, konfrontując się z siłami przyrody. Przejeżdżają też zwykli awanturnicy szukający przygody i wyzwań. I, najczęściej, po prostu ludzie, którzy chcą żyć z rybołówstwa i „pracować na krawędzi”.

Czy ciężko? Nie wiem. Dla mnie życie na Alasce było łatwiejsze niż w Europie. Wiesz, chodzi o to, że nie ma tu żadnej zabawy w pozory, role i zasady. To nie istnieje. Byłam tutaj sobą, miałam prawo do szaleństwa, pod warunkiem, że w pracy dam z siebie wszystko, a kiedy kończyłam dniówkę miałam czas na przesiadywanie w barze. Nie było tam wiele kobiet.

Poulain "Wielki marynarz"
Belle morue sur le Kulshan, fot. Catherine Poulain, publikacja za uprzejmą zgodą autorki

To prawda, ale moim stało się jednak znacznie później. Najpierw byłam żółtodziobem, musiałam się wiele nauczyć od marynarzy, a to wymagało czasu. Zresztą kogo by mogło interesować moje życie? Chciałam przede wszystkim osiągnąć wprawę w tym, co robiłam, być dobrym rybakiem i stać się częścią tej społeczności. Moje życie wtedy nie było ciekawe, na niczym się nie znałam. To „ich” życie było interesujące, dlatego o nim chciałam kiedyś opowiedzieć.

Gdybyż on wiedział, ile kobiet teraz o nim marzy i myśli (śmiech). To takie dziwne. Mam tylko nadzieję, że nie będzie zły kiedy książka ukaże się po angielsku. W końcu czy ja miałam prawo opowiedzieć jego historię?

Poulain "Wielki marynarz"
Catherine Poulain

Wbrew pozorom całkiem sporo kobiet trudni się tym zawodem. Niektóre urodziły się tutaj i od dziecka chciały w ten sposób pracować, inne przyjechały z innych stanów i zapaliły się do tej roboty. Zdarzają się też cudzoziemki jak ja. Wszystkie łączy jedna cecha: pasja, z jaką podchodzą do życia.

Tak, dla mnie pasja jest wszystkim. Przecież każdy dzień może być naszym ostatnim. Warto się spalać dla niego. Te harde, uparte baby kochały ocean, nie bały się wysiłku i cały czas przesuwały do przodu granicę swoich możliwości. Były tak samo dobrymi rybakami jak mężczyźni.

Kilka lat wcześniej pracowałam na północno-zachodnim wybrzeżu, w Seattle. Słyszałam wtedy sporo o rybołówstwie. To dało mi do myślenia i tak z wolna zaczął kiełkować we mnie pomysł, by pewnego dnia spróbować też i tego. Kiedyś to znaczy kiedy moje życie stanie się trudne, niebezpieczne albo coś innego skłoni mnie do zmiany. No więc w końcu pojechałam tam.

Nie. To, co było przed Alaską, to znaczy przyczyny, dla których opuściłam swój kraj, naprawdę nie miało znaczenia. Ważne jest dokąd się zmierza. Pasja, która jest twoim napędem. Odczucie nieodwołalnego wyjazdu.

To zupełnie inna historia. Na osobną książkę. Może kiedyś ją napiszę, ale na razie niech to pozostanie tajemnicą. Są ludzie, dla których Manosque nie ma nic wspólnego z wizją tego pisarza. Powiedzmy, że pozwoliłam sobie na pewną grę językową. Lubię, gdy nie wszystko jest jasne. Zostawmy czytelnikom wolną wyobraźnię, niech snują domysły, może sami wymyślą tę opowieść. W każdym razie historia Lili nie jest ważniejsza od historii innych ludzi, którzy opuścili rodzinne strony, by gdzieś w świecie odnaleźć swój własny Ostatni Przystanek.

Miejsca, do których dostęp był łatwiejszy, nie były tym, czego szukałam. Nie były też tańsze. Ciężko pracowałam, żeby zarobić na bilet, ale potem byłam już wolna i zależna tylko od siebie. Jechałam w nieznane, zostawiając za sobą wszystkie hamulce bezpieczeństwa, które tak naprawdę były jak klatki. Oddzielały mnie od rzeczywistego fizycznego świata. A ja tylko takiego świata chciałam. Nie, to nie była ucieczka. Trzeba znaleźć w sobie wiele odwagi, żeby wyjechać. Gdy się wyrusza samotnie w nieznane, zagadką staje się to, co spotka nas za pierwszym zakrętem. Kto wie, może nawet śmierć. Musiałam pogodzić się ze świadomością, że mogę umrzeć samotnie, gdzieś w drodze. Ale czy to w ogóle kogoś będzie obchodzić? Ja po prostu byłam spragniona świata, chciałam sama pisać sobie rolę w życiu, wyjść poza siebie, przekroczyć własne granice. To nie była ucieczka. To było wyjście w świat.

Ja ją uwielbiam. Daje mi wspaniałe odczucie, że moje ciało żyje, że jest zdrowe. W dzieciństwie lubimy bawić się w chowanego, wspinać na drzewa, a jeśli spadamy z nich, nie przejmujemy się upadkiem. Jesteśmy częścią żywego, namacalnie doświadczalnego świata. Moje dorosłe życie jest przedłużeniem tych doświadczeń. Uwielbiam czuć, jak moje ciało walczy, jak zmusza mnie do jeszcze jednego kroku, jeszcze jednego wysiłku. Mogłabym spędzić życie leżąc na kanapie i gapiąc się w telewizor, ale wtedy umarłabym szybko z nudów. Aktywność i ruch są dla mnie bardzo ważne. Ten fizyczny świat daje też niesamowity spokój. Doświadczam go, gdy moje ciało jest wyczerpane wysiłkiem. To najlepszy zabójca dla chorób duszy.

Ależ skąd. Bardzo często nachodziły mnie wątpliwości. Czy miałam rację, podejmując taki a nie inny wybór? Może powinnam zostać, a może wybrać inny kierunek? Chyba to właśnie nazywamy wolnością. Wolność nie jest łatwa. To codzienne zmaganie, walka z własnymi lękami i zwątpieniem. Ze słabością, czyli tą częścią ciebie, która po prostu chce spokoju i bezpieczeństwa. Wiele płakałam, bo przecież za to, co się dostaje od życia, trzeba zapłacić, a płaci się zawsze osobiście, czyli samym sobą. Jeśli więc szukasz krańcowych przeżyć, przygotuj się na to, że będziesz też bardzo nieszczęśliwa.

To był koniec wszystkiego. Totalna katastrofa. Szarpałam się z ludźmi, którzy po mnie przyszli. Próbowałam wskoczyć do morza. To straszne, gdy chcesz rozbić głowę o ścianę, a musisz iść dalej, bo twoje osobiste małe dramaty nie znaczą nic.

Ostatnia granica jest zawsze przed nami. Mam nadzieję, że pewnego ranka, wyruszę stąd razem z moim psem, by dotrzeć do mojego wymarzonego Point Barrow.

Poulain "Wielki marynarz"
Poulain "Wielki marynarz"

– urodzona w 1960 roku w prowansalskim Manosque, w wieku 20 lat opuściła dom, by odtąd zarabiać na życie pracą fizyczną. Zatrudniła się w wytwórni konserw rybnych na Islandii, w barze w Hongkongu, przy zbiorze jabłek i produkcji syropu klonowego w Kanadzie i 10 lat spędziła na kutrach rybackich na Alasce, nim w 2003 roku urząd imigracyjny odesłał ją do Francji. Dziś pracuje dorywczo przy winobraniach w Médoc i na alpejskich łąkach wypasa stado 700 owiec. Pierwszą wersję książki napisała 30 lat temu, żaden z wydawców francuskich nie był jednak zainteresowany publikacją. Po latach, pod wpływem spotkania z pisarką Anne Vallaeys, napisała drugą wersję. Ta okazała się wielkim sukcesem.

Wzięła małą wojskową torbę i przyjechała na Alaskę. Na wyspie Kodiak jako jedyna kobieta zaokrętowała się na statek rybacki Rebel i wyruszyła w morze. Lili uciekła z rodzinnego Manosque w Prowansji, bo nie chciała umrzeć z nudów, chciała żyć „na zewnątrz”, samotnie, na dalekiej północy, za „ostatnią granicą”. Chciała prawdziwego życia, zarezerwowanego dla mężczyzn, takiego, na które zarabia się siłą własnych mięśni. Pracowała więc za pół stawki, nie dosypiała, znosiła docinki, zimno i ból zranionej ręki oraz połamanego żebra. A potem włóczyła się z kumplami rybakami po knajpach i zaprzyjaźniła z portowymi bumami. Każdy dzień był dla niej nowym wyzwaniem. W tym męskim świecie, nieprzepuszczalnym dla kobiet, Lili spotkała przygodę i kogoś, kogo wcale nie szukała. Kogoś, kto stanął jej na drodze do wymarzonego Point Barrow.

to debiut literacki Catherine Poulain. Urodzona w 1960 roku w prowansalskim Manosque, w wieku 20 lat opuściła dom, by odtąd zarabiać na życie pracą fizyczną. Zatrudniła się w wytwórni konserw rybnych na Islandii, w barze w Hongkongu, przy zbiorze jabłek i produkcji syropu klonowego w Kanadzie i 10 lat spędziła na kutrach rybackich na Alasce, nim w 2003 roku urząd imigracyjny odesłał ją do Francji. Dziś pracuje dorywczo przy winobraniach w Médoc i na alpejskich łąkach wypasa stado 700 owiec. Pierwszą wersję książki napisała 30 lat temu, żaden z wydawców francuskich nie był jednak zainteresowany publikacją. Po latach, pod wpływem spotkania z pisarką Anne Vallaeys, napisała drugą wersję. Ta okazała się wielkim sukcesem.

„Le Nouvel Observateur”

j. „Le Figaro”

„Le Monde des Livres”

„Libération”

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Informacja prasowa

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.