Ostatni tom „Dziennika” Sławomira Mrożka nie zaskoczy czytelników. Z początku jeszcze więcej w nim smutku, potem nadziei.
To naturalna kolej rzeczy. Pierwszego tomu, który otrzymaliśmy we wrześniu 2010 r., oczekiwano jako wydarzenia. Drugi (ukazał się na samym początku roku ubiegłego) zauważyli nieliczni. Nic w końcu przyjemnego na długich osiemset stron zanurzyć się w depresji pisarza, warstwa po warstwie zrywać z niego utrwalony wizerunek prześmiewcy, ironisty, człowieka, co to na każdą okazję ma gotowy bon mot od razu do przeniesienia do potocznej polszczyzny.
Autopromocja
Pozostało 94% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Pozostało 94% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.