Wcześniej tego dnia "New York Times" napisał, że dwie dokonane w lipcu udane próby północnokoreańskich pocisków balistycznych o teoretycznie międzykontynentalnym zasięgu były możliwe prawdopodobnie dzięki czarnorynkowym zakupom silników rakietowych, pochodzących zapewne z fabryki na Ukrainie.

„Te informacje nie mają żadnych podstaw, ich treść jest prowokacyjna i najprawdopodobniej sprowokowana przez rosyjskie służby specjalne dla ukrycia własnych przestępstw” – powiedział Turczynow, cytowany przez służby prasowe RBNiO.

Sekretarz Rady podkreślił, że Ukraina uważa reżim Korei Północnej za „totalitarny, niebezpieczny i nieprzewidywalny i popiera sankcje przeciwko temu państwu”. „Tak samo, jak sankcje przeciw Federacji Rosyjskiej, której reżim jest coraz bardziej podobny do północnokoreańskiego” – zaznaczył.

Reklama

„Ukraina nie dostarczała silników rakietowych, ani jakichkolwiek technologii rakietowych do Korei Północnej. Uważamy, że ta kampania antyukraińska sprowokowana jest przez rosyjskie służby specjalne w celu ukrycia swojego udziału w północnokoreańskich programach jądrowym i rakietowym” – oświadczył Turczynow.

Pisząc, że silniki rakietowe wykorzystane przez Koreę Północną w lipcu, mogą pochodzić z Ukrainy "New York Times" powołał się na opublikowaną w poniedziałek analizę ekspercką oraz na tajne oceny amerykańskich agencji wywiadowczych.

"Ta znaczna pomoc dla Korei Północnej z odległych stron byłaby godna uwagi, bowiem prezydent (Donald) Trump wymieniał tylko Chiny jako główne źródło uzyskiwanego przez nią wsparcia ekonomicznego i technicznego. Nigdy nie oskarżał o to Ukrainy czy Rosji, choć jego sekretarz stanu Rex Tillerson uczynił aluzję do Chin i Rosji jako +głównych krajów wspierających gospodarczo+ Koreę Północną po jej najnowszych próbach rakietowych z ubiegłego miesiąca" - zaznaczyła gazeta.

Jak już wcześniej podawały media, na zdjęciach z wizytacji północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong Una w ośrodku rakietowym widać poddawany statycznej próbie ciągu silnik, który według południowokoreańskich źródeł wywiadowczych może być adaptacją produkowanego seryjnie od połowy lat 60. radzieckiego silnika rakietowego RD-250. Trzy takie silniki stanowią napęd pierwszego stopnia znajdujących się dotąd w rosyjskim arsenale nuklearnym międzykontynentalnych pocisków balistycznych R-36M (oznaczenie zachodnie SS-18 Satan).

Jak pisze "New York Times", rządowe instancje śledcze i eksperci skupiają swe dochodzenia na zakładach rakietowych Jużmasz (ukr. Piwdenmasz) w mieście Dniepr na wschodzie Ukrainy, gdzie wytwarzano między innymi pociski SS-18. Zakłady te pozostały jednym z głównych dostawców rakiet dla sił zbrojnych Rosji także po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości, ale po odsunięciu w roku 2014 od władzy prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza nadeszły dla nich trudne czasy. Fabryka nie wykorzystuje w pełni swych mocy produkcyjnych, borykając się z niespłacanymi należnościami i spadkiem morale pracowników. Eksperci sądzą, że zapewne właśnie stamtąd pochodziły silniki w obu testowanych w lipcu północnokoreańskich rakietach.

"Jest prawdopodobne, że silniki te dostarczono z Ukrainy - zapewne nielegalnie. Zasadniczym pytaniem jest to, ile ich mają i czy Ukraińcy im teraz pomagają. Jestem bardzo zaniepokojony" - powiedział w wywiadzie ekspert od spraw rakietowych z londyńskiego Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS) Michael Elleman.

W ubiegłym miesiącu Jużmasz zaprzeczył doniesieniom, jakoby walcząc o przeżycie sprzedawał swe rozwiązania technologiczne za granicę, w szczególności do Chin. Jak głosi umieszczony na stronie internetowej zakładów komunikat, nie uczestniczyły one, nie uczestniczą i nie będą uczestniczyć "w transferze potencjalnie niebezpiecznych technologii poza Ukrainę".

Elleman dopuszcza możliwość, że mające silne powiązania z Jużmaszem rosyjskie przedsiębiorstwo branży rakietowej Energomasz odegrało rolę w tym transferze technologii do Korei Północnej. Jego zdaniem, dostarczone silniki RD-250 mogły także pochodzić z magazynów w Rosji. (PAP)