Największy ze współczesnych lęków Europy rodził się, gdy Niemcy zachwycili się potencjałem islamu, Arabowie nazistami, a ostatnimi sojusznikami Żydów zostali Polacy.
W skołatanej ze strachu przed muzułmanami Europie nie ma pomysłu ani na to, jak radzić sobie z radykalizacją islamu, ani co począć z niekończącą się falą ludzi, płynącą ku niej z zupełnie obcego świata. Choć dotąd nie przybyło ich znów tak wielu, to dotychczasowy porządek na Starym Kontynencie zaczął się chwiać. A wraz z nim wiara w system wartości, wydawać by się mogło, dany raz na zawsze – tolerancję, prawa człowieka, świeckość państwa czy współistnienie kultur. To wszystko, co miało dać Europejczykom pokojowy raj na Ziemi. Ale nim nastał, powoli go tracimy. Choć nie musieliśmy się zmierzyć z naprawdę wielkimi katastrofami dziejowymi, jak choćby I wojna światowa.
Poza zmieceniem starego porządku dała ona też początek problemom, które dziś tak bardzo nas trwożą. To, że muzułmanie swoim buntem mogą rozsadzić od środka Imperium Brytyjskie, Niemcy dostrzegli już pod koniec XIX w. Choć dopiero w 1914 r. archeolog Max von Oppenheim opracował memorandum dla cesarza Wilhelma II, w którym opisał plan wzniecenia powstania muzułmanów przeciwko brytyjskim kolonizatorom. Plan byłby genialny, gdyby tylko wyznawcy Proroka poważnie traktowali nakazy wiary. Co oznaczało wzięcie udziału w dżihadzie (świętej wojnie), gdy takowy ogłosi kalif. Tytuł ten dzierżył wówczas turecki sułtan Mehmed V.