Przetargi po polsku: Robi się wszystko, by osoby zamieszane w nieprawidłowości miały święty spokój

pieniądze
W kluczowym departamencie kontroli doraźnej pracuje tylko 18 kontrolerów i trzech naczelników. W tym skromnym gronie mają zajmować się sprawdzaniem rynku wartego 160 mld zł. ShutterStock
14 czerwca 2015

Po co organizowane są przetargi? By dostęp do publicznych kontraktów oraz pieniędzy był równy dla wszystkich zainteresowanych firm oraz by można było kupić ich usługi taniej. Bo jeśli w konkursie startuje kilkoro chętnych, to można wybrać dobrą ofertę za rozsądną sumę. Tyle teoria, która u nas rozmija się z praktyką.

OLAF, Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych, w niedawnym raporcie na temat nieprawidłowości w zamówieniach publicznych oszacował, że w Polsce prawdopodobieństwo korupcji dotyczy 19–23 proc. rozpisywanych przetargów, co przekłada się na 40 mld zł (w ostatnich latach rynek zamówień publicznych wynosił ok. 160 mld zł). Trudno w to uwierzyć. Ale tylko do czasu, gdy bliżej przyjrzymy się systemowi kontroli nad zamówieniami publicznymi. Bo jest on dziurawy jak sito.

Pozostało 97% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane