Po zapoznaniu się z uzasadnieniem decyzji prezes Trybunału Konstytucyjnego odmawiającej ujawnienia oświadczeń majątkowych pięciu sędziów TK (opublikował je portal Monitorkonstytucyjny.eu) poczułam się, jakbym wsiadła w wehikuł czasu i wylądowała w 2015 r. To właśnie wówczas rozpętała się debata publiczna na temat słuszności wprowadzenia jawności stanu majątkowego sędziów i prokuratorów.
A stało się to za sprawą wygranej PiS w wyborach parlamentarnych w 2015 r. Jak tłumaczyła zwycięska partia: „nie ma powodów, by utajniać oświadczenia majątkowe osób publicznych”. Podkreślała również, że „Obowiązujące rozwiązania dotyczące oświadczeń majątków prokuratorów i sędziów uchybiają zasadom transparentności postępowania osób pełniących funkcje publiczne”. Dlatego też, mimo ostrego sprzeciwu ze strony samych zainteresowanych, wprowadzono przepisy, zgodnie z którymi od 2016 r. każdy może sprawdzić w internecie m.in., ile sędzia ma na koncie, jakiej wysokości zaciągnął kredyt i właścicielem jak dużego domu jest. O ile oczywiście uprawniony organ nie zdecyduje o utajnieniu tych danych.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.