Autopromocja

Słowacja: Pustynia transportowa na granicy

Słowacja
Pustynia transportowa na granicyShutterStock
21 lipca 2015

Słowacy twierdzą, że za likwidację połączeń transgranicznych odpowiada m.in. kiepski stan polskich torów, przez który pociągi permanentnie się spóźniały. Z kolei przewóz autobusowy jest ponoć nieopłacalny

W zakończonej niedawno kampanii prezydenckiej pojawił się temat ożywienia współpracy Polski z południowymi sąsiadami, co na Słowacji zostało przyjęte z dużym zainteresowaniem. O tym, jak bardzo polskie i słowackie społeczeństwa oddaliły się od siebie, świadczy chociażby komunikacyjna pustynia na naszym pograniczu. Mimo braku kontroli granicznych z Polski na Słowację nie jeździ już prawie żaden pociąg ani autobus, a urzędnicy z obu krajów nie bardzo mają pomysł, jak tę sytuację poprawić.

Jeszcze w latach 90. sytuacja była zupełnie odmienna. Z Krakowa do Koszyc dwa, trzy razy dziennie kursował regularny pociąg, jeździły autobusy do Liptowskiego Mikułasza, a przejście w Łysej Polanie było pełne polskich turystów. Dziś przez kolejowe przejścia graniczne Muszyna-Pławiec i Łupków-Medzilaborce nie kursuje ani jeden skład osobowy, nawet w sezonie. A na całym liczącym 535 km odcinku granicy polsko-słowackiej funkcjonują jedynie dwa połączenia autobusowe, którymi można się dostać w przygraniczne rejony Słowacji: Zakopane – Poprad i otwarte niedawno Katowice – Kraków – Poprad – Koszyce (nie liczymy dalekobieżnych linii autokarowych z przystankami w Bratysławie).

Dlaczego nie ma ich więcej? Jak twierdzą przewoźnicy: zwyczajnie się nie opłaca. – Nasza firma we współpracy z PKS Kraków kilka lat temu obsługiwała regularną linię Liptowski Mikułasz – Kraków. Po kilku miesiącach musieliśmy jednak ją zamknąć ze względu na słabe zainteresowanie podróżnych, szczególnie ze Słowacji – mówi w rozmowie z DGP Tomáš Hološ, dyrektor ds. transportu spółki SAD Liorbus z Liptowskiego Mikułasza.

Podobne sygnały płyną z administracji kraju preszowskiego (odpowiednik naszego województwa). – Spółka SAD Prešov do 2003 r. obsługiwała linię Bardejów – Krosno. Ale ze względu na niewielką liczbę pasażerów była zmuszona ją zamknąć. Inni przewoźnicy, SAD Humenné i SAD Poprad, nie obsługują połączeń do Polski i nie planują ich uruchomienia. Rzeczywiście, brak połączeń autobusowych do Polski bardzo nam doskwiera, ale obecne ustawodawstwo nie daje naszemu urzędowi żadnych możliwości wpływania na ten stan rzeczy – tłumaczy w rozmowie z DGP rzeczniczka kraju preszowskiego Veronika Fitzeková.

Brak podróżnych może dziwić, zważywszy na fakt, iż słowackie góry wciąż cieszą się zainteresowaniem polskich turystów. Z kolei Słowacy masowo jeżdżą do przygranicznych polskich miast na zakupy. Jeżdżą, ale własnym samochodem. To takie błędne koło: brak połączeń autobusowych zmusza do podróżowania autem, a później, nawet gdy linia autobusowa się pojawi, ciężko jest zmienić nawyki.

Być może podróżni chętniej rezygnowaliby z własnego auta, gdyby mieli alternatywę w postaci wygodnych i szybkich połączeń kolejowych. Przykład sąsiednich Czech pokazuje, że jednak się da – między Polską a Pragą, Ostrawą i Brzecławiem kursuje kilka międzynarodowych ekspresów, które cieszą się zainteresowaniem podróżnych. Dochodzi nawet do takich absurdów, że pociąg z Warszawy do Budapesztu nie jedzie najkrótszą trasą przez Słowację, ale okrężną drogą przez czeski Śląsk i Morawy.

– Komunikacja kolejowa z Polską była i stale jest dla Słowacji ważna, ale nasze działania stykają się z ograniczeniami po polskiej stronie – utrzymuje rzecznik słowackiego ministerstwa transportu i rozwoju regionalnego Martin Kóňa. Jak twierdzi, chodzi o fatalną infrastrukturę w polskich Karpatach, która spowodowała, że pociągi jeździły coraz wolniej i przestawały być atrakcyjne. – Dalszym negatywnym aspektem były permanentne opóźnienia praktycznie każdego pociągu jadącego z Polski na Słowację. A ponieważ te pociągi były w Żylinie i Preszowie skomunikowane z naszymi, ta sytuacja była obiektem krytyki ze strony przewoźników – dodaje.

Mimo to Martin Kóňa deklaruje, że polsko-słowackie połączenia kolejowe mają potencjał. Pod koniec zeszłego roku pojawiła się propozycja uruchomienia letniego połączenia z Krakowa przez Muszynę do Popradu, co strona słowacka poparła. – Niestety, polscy partnerzy zdecydowali, że ten projekt nie będzie realizowany – mówi nasz rozmówca.

Podobne do naszych problemy występują też na pograniczu słowacko-austriackim i słowacko-węgierskim, ale tam samorządy sobie z nimi poradziły. Jak? Uruchamiając transgraniczne linie autobusowe dotowane ze środków unijnych. Przykładem jest połączenie z Bratysławy do Hainburga (Austria) i Rajki (Węgry), które w ponad 80 proc. finansuje Unia Europejska. Wpływy z biletów pokrywają zaledwie kilka procent kosztów, a mimo to linia funkcjonuje.

O podobnym rozwiązaniu dopiero od niedawna myślą polscy urzędnicy. Jak informuje Antoni Nowak, dyrektor biura Euroregionu Tatry w Nowym Targu, w obecnej perspektywie finansowej na lata 2014–2020 pojawiła się możliwość wspierania transgranicznej lokalnej komunikacji autobusowej na polsko-słowackim pograniczu, czego wcześniej nie było. Czy samorządy z niej skorzystają? Władze Nowego Targu i województwa małopolskiego twierdzą, że tak, ale żadnych konkretów na razie nie ma.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.