Słaby złoty sprawił, że klienci z Zachodu przyjeżdżają do Polski na motoryzacyjne zakupy – niektóre auta są u nas 20 – 30 proc. tańsze niż nad Renem. Dzięki temu ten rok nie będzie dla dilerów tak zły, jak się spodziewali.
Jeszcze pod koniec wakacji w polskiej branży motoryzacyjnej panowały minorowe nastroje. Dilerzy praktycznie każdej marki narzekali na wyraźnie spadającą sprzedaż. Wspólnie z analitykami rynku prognozowali, że ten rok będzie jednym z najgorszych w historii, jeżeli chodzi o liczbę sprzedanych nowych samochodów. Dzisiaj nie są już tak jednoznaczni. W walce o klientów niespodziewanie zyskali bowiem sojusznika – euro, które w krótkim czasie umocniło się w stosunku do złotówki o ponad 50 groszy. To przyciągnęło do polskich salonów klientów z Zachodu – głównie Niemiec i Słowacji. Kupując dzisiaj nowe auto nad Wisłą, na superluksusowym aucie mogą oszczędzić nawet kilkanaście tysięcy euro.
Klienci nadjechali we wrześniu
Podstawowa wersja BMW 650i coupe u nas kosztuje 413 tys. złotych i zawiera się w niej 23 proc. VAT oraz 18,6 proc. akcyzy. Niemiec kupujący auto otrzymuje zwrot zarówno podatku, jak i akcyzy, a rejestrując pojazd u siebie, opłaca od niego jedynie niemiecki VAT wynoszący 19 proc. Finalnie, przy kursie euro na poziomie 4,5 zł, płaci za samochód niecałe 75 tys. euro, czyli 11 tys. euro mniej, niż gdyby kupował je w niemieckim salonie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.