Gdzieniegdzie można jeszcze spotkać się z przeświadczeniem, że neoliberalizm może i zaorał społeczną spójność i solidarność w takich krajach jak USA czy Wielka Brytania, ale przynajmniej lata 80., 90. i 2000. pozwoliły, by bogate kraje Północy dogoniło trochę tzw. globalne Południe, niegdyś zwane trzecim światem. Dla tych, którzy tak uważają, mam dobrą lekturę. Urodzony w Suazi Jason Hickel wydał niedawno książkę pod wiele mówiącym tytułem „Divide” (Podział). Rozbija ona dość skutecznie przekonanie o wielkich sukcesach w walce z globalną biedą i wykluczeniem.
Przede wszystkim nierówności. Panuje przekonanie, że w skali globalnej się zmniejszyły. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest oczywiście gwałtowny rozwój Chin (i w mniejszej skali skok krajów naszego regionu). Jeśli jednak wyjąć Chiny z układanki, okaże się, że cała teza o równiejszym świecie wali się w gruzy. W 1960 r. dochód per capita w krajach bogatych był 32 razy większy niż w najbiedniejszych. Już w 2000 r. te proporcje wynosiły 134 do 1. Nie zapominajmy też o obrazku, który co roku (przy okazji szczytu w Davos) pokazuje Oxfam. A obrazek wygląda tak, że jeszcze w 2014 r. połowa wszystkich zasobów majątkowych na świecie należała do 85 osób. A w 2017 r. – już tylko do ośmiu.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.