Autopromocja

Woś: Czy Trump jest keynesistą

Rafał Woś
Rafał WośDGP / Wojtek Gorski
20 lipca 2018

Z keynesizmem jest trochę jak z marksizmem. Spytajcie kilku osób, co to takiego, a dostaniecie całą paletę rozbieżnych odpowiedzi. Najczęściej usłyszycie, że keynesizm to synonim mocnej państwowej interwencji w gospodarkę. Coś jakby ideowa podbudowa do etatyzmu. To w najlepszym razie. A w najgorszym jakiś rodzaj miękkiego socjalizmu, możliwy do przełknięcia dla alergicznie reagujących na Marksa zachodnich decydentów politycznych.

Zgodnie z taką interpretacją szeroko rozumiana prawica w ostatnich dwóch, trzech dekadach Keynesa nie lubiła. Ich bohaterami byli raczej klasyczni liberałowie. Stary dobry Adam Smith albo nawiązujący do niego przedstawiciele szkoły austriackiej: Mises lub Hayek. W latach reaganomiki guru był Milton Friedman, ale po kryzysie 2008 r. jego gwiazda przygasła. Kryzys w ogóle przeorał wiele spraw. Nawet wolnorynkowcom pokazał, że tak dalej być nie może. Z drugiej jednak strony nawyki myślowe zostają w głowie na długo. I nie zawsze potrafią nadążyć za dużo bardziej płynną rzeczywistością polityczną, która ostatnio zmienia się bardzo szybko.

Widać to doskonale, gdy przychodzi do oceniania polityki obecnego prezydenta USA Donalda Trumpa. Amerykańska liberalna lewica (piszę „lewica” z wahaniem, ale nie czas to i nie miejsce na roztrząsanie wątku, kto jest lewicą w USA) Trumpa oczywiście darzy nienawiścią czystą i niczym niezmąconą. Wyrastające zaś przez lata w kontrze do liberałów elity konserwatywne bardzo się z tego powodu cieszą. I oni Trumpa się trochę obawiają (bo nieobliczalny), ale cieszy ich każdy skowyt „New York Timesa”.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.