Korupcja, wysokie ceny żywności i paliw oraz fundamentalizm zagrażają stabilności Tunezji, Egiptu, Maroka i Jordanii. Może się to negatywnie przełożyć na zyski z turystyki.
Tunezja, Egipt, Jordania i Maroko – kraje, których jednym z głównych źródeł dochodów jest turystyka – tracą wizerunek stabilnych politycznie. W pierwszym dokonał się właśnie przewrót. Drugi graniczy z Sudanem, w którym referendum niepodległościowe na południu grozi wybuchem wojny domowej, a niedawno w Aleksandrii doszło do spektakularnego zamachu na chrześcijan. Trzeci „gości” na swoim terytorium fundamentalistów z Al-Kaidy Maghrebu. W czwartym dochodzi do protestów w związku z wysokimi cenami żywności i paliwa. Prognozy dla Afryki Płn. i Bliskiego Wschodu nie są optymistyczne, co może się przełożyć na zyski biur turystycznych.
Wydarzenia w Tunezji błyskawicznie przyspieszyły w piątek. Właśnie wtedy z kraju uciekł rządzący od 1987 r. prezydent Zin Al-Abidin Ben Ali. W sobotę władzę po niepopularnym autokracie oficjalnie objął tymczasowy prezydent – do niedawna szef niższej izby parlamentu – Fuad Mebaza.
W tym samym dniu w wystąpieniu telewizyjnym zwrócił się do premiera Mohammeda Ghannusziego o utworzenie koalicyjnego rządu jedności narodowej. Opozycja na czele z Mustafą Ben Dżafarem przystąpiła do rozmów. Mniej więcej w tym samym czasie chęć partycypowania we władzy zgłosił lider islamskich fundamentalistów Raszid Ghannuszi, który od ponad 20 lat przebywał na emigracji, a którego organizacja Ennahda (odrodzenie) za rządów Ben Aliego była na celowniku tunezyjskiej bezpieki. Wybory prezydenckie mają zostać przeprowadzone nie później niż za 60 dni, licząc od soboty 15 stycznia. Już dziś widać, że chętnych do udziału w nich jest wielu, co może oznaczać przedłużającą się niestabilność.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna

Poseł PiS Jan Tomaszewski został na miesiąc zawieszony w prawach członka klubu tej partii i ukarany naganą. Taką decyzję podjęło prezydium klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości.