Kilkanaście dni prowadziła śledztwo prokurator, która postawiła zarzuty policjantom odpowiedzialnym za zaginięcie akt sprawy Krzysztofa Olewnika. Szefowie tych policjantów namawiali, bym od tego odstąpiła - mówiła w czwartek przed sejmową komisją śledczą.
"Przyjęłam trzy wersje śledcze: kradzież przypadkową, kradzież nieprzypadkową bez współudziału policjantów i kradzież nieprzypadkową ze współudziałem funkcjonariuszy policji. Wątpiłam, by tak doświadczeni policjanci popełnili aż taki błąd - stąd zarzuty" - wyjaśniała.
Automatycznym skutkiem jej decyzji był obowiązek zawieszenia w obowiązkach policjantów z zarzutami. "Miałam tę świadomość. Uważałam, że bezwzględnie należy ich odsunąć od sprawy porwania Krzysztofa Olewnika. Zawiadomiłam o tym Komendę Wojewódzką Policji w Radomiu" - mówiła. Dlatego też z akt sprawy o kradzież policyjnej nubiry wyłączyła do odrębnego prowadzenia akta dotyczące policjantów.
Wówczas - jak zauważyli posłowie z komisji - ze śledztwem zaczęły się dziać dziwne rzeczy.
"Pewnego dnia w sekretariacie dowiedziałam się, że już nie prowadzę tego śledztwa"
Po kilku pytaniach posłów Suchan-Ziembińska przypomniała sobie, że jeszcze gdy prowadziła to śledztwo, odwiedziło ją dwóch-trzech oficerów policji, przełożonych funkcjonariuszy, którym chciała przedstawić zarzuty. "Mówili mi, że to bardzo dobrzy, doświadczeni policjanci. Namawiali, bym zmieniła decyzję. To było nietypowe, nigdy taka wizyta mi się nie zdarzyła" - oceniła.
"Pewnego dnia w sekretariacie dowiedziałam się, że już nie prowadzę tego śledztwa" - powiedziała Suchan-Ziembińska. Decyzję podjął jej ówczesny szef, prok. Dariusz Bieniek. "Zaskoczyło mnie to, ale nie dociekałam powodów" - dodała. Bieniek, który był już raz przesłuchiwany w listopadzie zeszłego roku, może się spodziewać kolejnego wezwania przed komisję. W 2004 r., miesiąc po wszczęciu śledztwa ws. kradzieży akt, stracił on funkcje szefa śródmiejskiej prokuratury - wcześniej jednak podjął decyzję o odebraniu śledztwa Suchan-Ziembińskiej i przekazaniu go Mirończuk.
1: marynarz z IP: 64.92.0.* (2010-03-12 08:41)
Kradzierz akt i samochodu to nie przypadek tak mialo byc , i sprawa zamknieta . Wszysko wskazuje ze te sledztwa beda prowadzone dlugo i bedzie jak ze sprawa gen Papaly, swiadkowie nieoczekiwanie zakoncza zywot w "niejasnych okolicznosciach ".??!!!(juz brakuje kilku!!) Prok .D.Bieniek wie od kogo dostal polecenie "REKA REKE MYJE "i solidarnosc zawodowa???!!!a tlumaczenie ze podlegly pr .prowadzil sprawe za dlugo to nie wyjasnia jego decyzji . bo nowy czlowiek musi sie zaznajamjac ze sprawa i bierze troche czasu a polcjanci na chorobowym do "renty" beda .!!
2: marynarz z IP: 64.92.0.* (2010-03-12 08:52)
Szefowie tych policjantow powinni dostac nagane z wpisaniem do akt osobowych za ewidentne przekroczenie obowiazku .i probe wplywania na sledztwo czyli tzw "NACISK". Jesli chcieli byc solidarni to mogli wyslac opinie o swoich pracownikach , za usilowanie wplywania na przebieg sledztwa to jest "paragraf "i ludzie reprezentujacy PRAWO mieli tego swiadomosc ,ale jak Maja Mocne Plecy to ujdzie na sucho .Komisja sledcza powinna zglosic to do prokuratury .

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.