Alarm przeciwlotniczy obowiązywał w piątek od godziny 6.08 do godziny 6.47. W tym czasie przez centrum miasta przejechało kilkanaście wozów strażackich na sygnałach.

W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania wideo, na których widać na horyzoncie unoszące się w górę kłęby dymu. Służby na ten moment nie potwierdzają informacji o eksplozjach.

Reklama

Reklama

Mer Lwowa: Rosyjskie rakiety nie trafiły w lotnisko

Kilka rakiet rosyjskich uderzyło w piątek rano w zakład naprawy samolotów we Lwowie – poinformował mer miasta Andrij Sadowy. Zakład był zamknięty, ofiar nie ma – dodał.

Budynki warsztatów lotniczych zostały zniszczone – poinformował Sadowy na Telegramie (https://t.me/andriysadovyi/646).

„Zakłady zostały wcześniej zamknięte, dlatego na chwilę obecną nie ma ofiar” – dodał urzędnik.

Wcześniej Sadowy podał, że rakiety, którymi Rosjanie zaatakowali w piątek wczesnym rankiem, trafiły w okolice lotniska we Lwowie.

Przydacz: To pokazuje, że Rosjanie będą chcieli atakować cele także na zachodzie Ukrainy

Wiceszef MSZ Marcin Przydacz, pytany w Polsat News w piątek rano, czy MSZ ma jakieś dodatkowe informacje w tej sprawie, odpowiedział, że "ostrzał miał miejsce niecałe dwie godziny temu, około 5.30, w związku z tym dodatkowe informacje będą jeszcze weryfikowane". Jak dodał, mer miasta Lwowa Andrij Sadowy przekazał informacje o tym, że "rakiety spadły przede wszystkim na zakład mechaniczny, zakład remontu samolotów i gdzieś w okolice lotniska". "Na ten moment nie mamy żadnych informacji, aby jacykolwiek polscy obywatele ucierpieli w tym ataku" - poinformował wiceminister SZ.

"Co do ataku na Lwów, bliski już nie tylko sercu każdego Polaka, ale przede wszystkim bliski także i polskiej granicy, pokazuje to, że Rosjanie będą chcieli dalej atakować cele już nie tylko na wschodzie czy południu Ukrainy, ale także i na zachodzie" - powiedział.

W tym kontekście - jego zdaniem - propozycja wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego "o misji humanitarnej od kierunku zachodniej Ukrainy staje się tym bardziej aktualna". "Pamiętajmy, że większość uchodźców, która dotarła do Polski, właśnie przeszła przez miasto Lwów" - podkreślił.

Pytany, jak miałaby w praktyce wyglądać taka misja pokojowa i humanitarna oraz czy jest realna przy obawach strony amerykańskiej, liderów NATO i liderów Niemiec przed eskalacją wojny "na pełną skalę", Przydacz zauważył, że ta propozycja padła także po to, aby "wywołać debatę wśród naszych partnerów i sojuszników zachodnich, żebyśmy sobie odpowiedzieli na pytanie, jak my podchodzimy do tej wojny".

"Z jednej strony wszystkie państwa potępiają Rosję, wszystkie państwa dostarczają różnego rodzaju pomoc Ukrainie, a z drugiej strony, kiedy przychodzi do jakichś bardziej konkretnych, realnych działań, istnieje zawsze obawa przed eskalacją. (Tymczasem) Rosja jakoś nie boi się eskalacji, a wręcz przeciwnie, doktryna (szefa Sztabu Generalnego sił zbrojnych Rosji gen. Walerija) Gierasimowa mówi nawet o deeskalacji poprzez eskalację" - zaznaczył.

Wiceszef polskiej dyplomacji zwrócił jednocześnie uwagę, że "państwo ukraińskie rządzone przez prezydenta (Ukrainy Wołodymyra) Zełenskiego ma prawo do zaproszenie misji humanitarnej, która miałaby właśnie zabezpieczyć chociażby korytarz humanitarny przez Lwów dla uchodźców, chociażby dostawy pomocy, żywności, wody do miast ukraińskich". "I wydaje mi się, że taka misja jest warta przynajmniej przedyskutowania, i to było przedmiotem inicjatywy pana premiera Kaczyńskiego" - oświadczył wiceminister Przydacz.

Premier Mateusz Morawiecki i wicepremier Jarosław Kaczyński wraz z premierem Czech i Słowenii spotkali się we wtorek Kijowie z prezydentem Ukrainy i premierem tego kraju. Po spotkaniu Kaczyński powiedział, że na Ukrainie potrzebna jest misja pokojowa i humanitarna, przygotowana przez NATO i może inne organizacje, która będzie w stanie także się obronić.(PAP)

Autorzy: Agnieszka Gorczyca (ze Lwowa), Mieczysław Rudy