Reklama

Kolejne posiedzenie komisji odbędzie się 26 stycznia; jej świadkiem będzie mec. Roman Giertych. W przyszłym tygodniu komisja planuje też zaprosić prok. Ewę Wrzostek, która - według kanadyjskich ekspertów z Citizen Lab, podobnie jak Brejza i Giertych - była inwigilowana przy użyciu Pegasusa.

Senator Brejza - szef sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej przed wyborami do Sejmu i Senatu - pojawił się na środowym posiedzeniu wraz z żoną Dorotą Brejzą, swoją pełnomocniczką. W poniedziałek eksperci z kanadyjskiej grupy Citizen Lab: John Scott-Railton i Bill Marczak ujawnili przed komisją, iż mają dowody kryminalistyczne potwierdzające kradzież danych z telefonu senatora KO. "Widzieliśmy dowody dotyczące dużej ilości danych związanych z bardzo ważnymi chwilami w życiu politycznym" - mówił Scott-Railton.

To o te włamania na telefon Brejzy pytali głównie członkowie komisji senackiej. Szef komisji Marcin Bosacki (KO) zapytał b. szefa sztabu Koalicji Obywatelskiej "czy widzi powiązania czasowe, logiczne i faktyczne między datami ataków Pegasusem a ważnymi wydarzeniami politycznymi w kampanii wyborczej" oraz z jego działalnością w kampanii. Brejza zaprezentował wykres czasowy z - jak mówił "naniesioną liczbą ataków, gdy operator systemu chciał mieć pewność, że ma dostęp do telefonu, do głośnika, do wideo". "Wiążę bezpośrednio tę sprawę - sprawę inwigilacji, włamań nie z żadną sprawą kryminalną - ta argumentacja jest oderwana od rzeczywistości. Ten kalendarz pokrywa się w 100 proc. z kalendarzem wyborczym. Ataki ustały kilka dni po wyborach w 2019 roku" - powiedział Brejza.

Senator podkreślił, że był "permanentnie inwigilowany" w okresie od kwietnia do października 2019 roku. "Podsłuch (był) zawsze w czasie kampanii wyborczej - albo do europarlamentu, gdzie kandydowałem, albo w wyborach do Sejmu i Senatu, w których miałem zaszczyt prowadzić kampanię KO" - dodał. "Mam wrażenie, że w ostatnich miesiącach Polską rządzi grupa ludzi służb z PiS (...) i niestety też w 2019 roku służby PiS rozegrały kampanię wyborczą" - stwierdził polityk KO.

Reklama

Relacjonował, że włamania do jego telefonu zaczęły się pod koniec kwietnia 2019 roku, gdy trwała już kampania wyborcza do europarlamentu, w której on sam również starał się o mandat w PE. Przypomniał, że od drugiej połowy czerwca 2019 r. był z kolei sztabu w kampanii Koalicji Obywatelskiej do Sejmu i Senatu. "Kampania oczerniająca, z wykorzystaniem materiałów wykradzionych przy pierwszym ataku 27 kwietnia, rozpoczęła się 25 sierpnia (...) w telewizji rządowej" - mówił Brejza.

Dodał, że ataki na swój telefon wiąże także z działalnością w sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold. "Jedyne włamanie, jakie miało miejsce w czerwcu, miało miejsce 13 czerwca - akurat w dniu przyjmowania raportu komisji śledczej Amber Gold. Kolejne - 16 października - to był dzień sprawozdania w Sejmie tej komisji śledczej. Kolejne włamanie - dzień posiedzenia sztabu, (...) była konferencja prasowa, uruchomienie akcji +Porozmawiajmy+. (...) To są przykłady oczywiście, bo tych ataków było znacznie więcej" - wskazał senator KO.

"11 lipca - również włamanie - to był cały dzień przygotowań do bardzo dużego forum programowego, czyli prezentacji oferty programowej KO. (...) i panowie ze służb chcieli poznać wcześniej te zamierzenia i całą tę koncepcję tego forum programowego. 30 lipca - to jest dzień prezentacji list, czyli też włamanie w momencie, w którym trwały ustalenia list wyborczych, przygotowanie składu personalnego" - wyliczał Brejza. Według niego "monitorowany" był także "proces tworzenia list" wyborczych KO.

"Doszło też do ataku 29 sierpnia, gdy byłem zgłoszony jako kandydat oficjalnie w PKW" - poinformował Brejza. Kolejny atak - jak dodał - nastąpił 8 października. "(To była) wygrana sprawa w trybie wyborczym z pracownikiem TVP szkalującym mnie" - przypomniał senator.

Bosacki zapytał Brejzę, jakiego typu dane wykradziono z tego telefonu w czasie kampanii przed wyborami parlamentarnymi. "Wszelkie dane wykradziono - i dane o znaczeniu strategicznym i dane o znaczeniu faktycznym. Były to i plany, i zamierzenia, i plany konferencji, kongresu programowego, i dane dotyczące ustaleń sztabowych ze sztabami regionalnymi" - odpowiedział Brejza, zaznaczając, że spotkania głównego sztabu Koalicji Obywatelskiej ze sztabami w regionach odbywały się codziennie.

Według niego w telefonie miał wówczas także informacje na temat budowy list wyborczych - do Sejmu i obsady okręgów wyborczych do Senatu. "(Były wówczas) rozmowy z wieloma osobami, przekonywanie do startu, wychwytywanie w ten sposób wszelkich informacji o układzie personalnym w okręgach jednomandatowych senackich i listach do Sejmu. Przecież to były rozmowy z setkami ludzi na temat kandydowania, z setek powiatów w Polsce" - powiedział Brejza. Dodał, że telefon służył mu też wówczas do rozmów z doradcami na temat kampanii wyborczej.

Zasiadający w komisji senatorowie dopytywali też polityka PO o materiały na jego temat, które w czasie wyborczej ukazały się w TVP Info. Ich autorzy twierdzili, że w inowrocławskim magistracie działała "grupa hejterska", na której czele stali senator Brejza i jego ojciec, prezydent miasta Ryszard Brejza. Polityk raz jeszcze powiedział, że użyto wówczas zmanipulowanej korespondencji wykradzionej z jego telefonu. "Nie są to standardy państwa demokratycznego Europy Zachodniej, są to standardy sowieckie" - ocenił Brejza.

Senator KO poinformował też, że skierował w tej sprawie pismo do szefa CBA, w którym spytał m.in. o to, czy w 2019 roku w okresie kampanii wyborczej stosowano wobec niego lub jego rodziny czynności operacyjne oraz czy kierowane były wnioski do sądu w Warszawie o kontrolę jego prywatnego numeru telefonu. "W odpowiedzi szef CBA 4 maja 2021 roku - na 7 miesięcy przed ujawnieniem ataków rządową bronią na mój telefon - stwierdził, że wnioski zawarte w moim piśmie szef CBA odczytuje jako insynuacje. Czyli szef służby specjalnej wyparł się kierowania wniosków do sądu" - relacjonował Brejza.

Przyznał, że materiały opublikowane w TVP Info miały wpływ na jego kampanię do Senatu. "Musiałem w pewnym momencie, biorąc pod uwagę skalę ataków telewizji rządowej, ograniczyć bardzo prace w sztabie (...) w Warszawie i więcej energii poświęcić na ratowanie swojej kampanii w okręgu jednomandatowym, bo skala tego ataku była tak ogromna, że mogłem wybory do Senatu przegrać" - stwierdził Brejza.

Senator Gabriela Morawska-Stanecka (PPS) poruszyła z kolei kwestię śledztwa dotyczącego tzw. afery fakturowej w urzędzie miasta w Inowrocławiu. Chodzi o wyłudzanie pieniędzy z Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia. Główną podejrzaną w sprawie jest Agnieszka Ch., naczelnik tego wydziału, według mediów przez lata związana z PiS. W poniedziałek zarzuty (przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i osobistej w "aferze fakturowej" usłyszał też Ryszard Brejza - prezydent Inowrocławia; ojciec senatora.

Krzysztof Brejza, odpowiadając na pytanie wicemarszałek Senatu, zwrócił uwagę, że postępowanie w sprawie inowrocławskiej prowadziła najpierw prokuratura w Bydgoszczy, później przeniesiono je do Gdańska - do prokuratury okręgowej, której działania badała komisja śledcza ds. Amber Gold.

"Ta prokuratura (bydgoska - PAP) tak naprawdę ją zakończyła, postawiła osobom odpowiedzialnym za wyłudzenia zarzuty i w listopadzie 2018 roku, po przesłuchaniu Donalda Tuska (przed komisją ds. Amber Gold - PAP) - kiedy ujawniłem nazwiska prokuratorów, którzy opóźniali zatrzymanie Marcina Plichty (twórcy Amber Gold - PAP), zakładanie podsłuchów, zajmowanie kont, wykazałem, że ci ludzie byli awansowani za rządów PiS - nagle to postępowanie przeniesiono z prokuratury bydgoskiej do prokuratury okręgowej w Gdańsku" - powiedział senator KO.

"I zaszła dziwna sytuacja, w której w tej prokuraturze w styczniu 2019 roku powołany został zespół specjalny do sprawy inowrocławskiej i w ramach tego zespołu podejmowano czynności nadzorcze nad zastosowaniem potem broni przeciwko terrorystom wobec mnie. A więc ja badałem błędy prokuratorów z prokuratury okręgowej Gdańsk, a prokuratorzy prokuratury okręgowej Gdańsk badali mnie jako posła komisji śledczej" - stwierdził Brejza.

Ocenił zarazem, że postępowanie prokuratorów w Gdańsku to przykład tego, jak działa "państwo odwetowe". W identyczny sposób - jak dodał - zachowało się niedawno, stawiając zarzuty jego ojcu. "Kiedy Jarosław Kaczyński insynuował, że ja mam związek (ze sprawą inowrocławską - PAP), ogłosiliśmy i złożyliśmy pozew przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu - 10 stycznia o godz. 6 rano był artykuł w Onecie, po czterech godzinach panowie z CBA weszli do biura mojego taty, prezydenta miasta (wręczyli) wystawione mu z dniem 10 stycznia wezwanie do stawienia się w charakterze podejrzanego w prokuraturze okręgowej Gdańsk" - przypomniał Brejza.

W drugiej części posiedzenia komisji na pytania senatorów odpowiadali eksperci: prof. dr hab. Dobrosława Szumiło-Kulczycka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, dr Adam Behan (Uniwersytet Jagielloński) oraz dr Maciej Fingas (Uniwersytet Gdański). Prof. Szumiło-Kulczycka wskazała m.in., że sądy nie mają możliwości sprawdzenia, jakich metod używają służby, choć - jak zaznaczyła - są sędziowie, którzy próbują uzyskać takie informacje. Zwracała też uwagę na problem z tzw. kontrolą następczą, gdy służby już po uruchomieniu podsłuchów powinny wystąpić do sądu o zgodę, jednak często tego nie robią.(PAP)

autorzy: Marta Rawicz, Sylwia Dąbkowska-Pożyczka