Absolutnie wierzę, że świat jest dobry i zły i że nie ma tu szarości. Ludzie, którzy są w świecie złym, mogą zawsze przejść do dobrego. Nie można być jednocześnie trochę dobrym, a trochę złym - w rozmowie z Magdaleną Rigamonti mówi Antoni Krauze.

Na premierze powiedział pan: dziękuję tym, dzięki którym ten film mógł powstać, dziękuję państwu w wolnej Polsce. Co miał pan na myśli, mówiąc „w wolnej Polsce”?

Nie jest żadną tajemnicą, że w październiku ubiegłego roku zmieniła się władza. Myślę, że w poprzedniej rzeczywistości politycznej mój film by się po prostu nie ukazał, nie doszłoby do premiery. Podziękowałem więc publiczności, w tym najwyższym urzędnikom państwowym, że do tej premiery doszło.

Wie pani, żeby nie być gołosłownym, kończyłem zdjęcia 22 czerwca zeszłego roku, kiedy prezydentem był już Andrzej Duda. Wcześniej zrobienie tzw. dokrętek na Krakowskim Przedmieściu w sąsiedztwie Pałacu Prezydenckiego było niemożliwe. Zgody z urzędu miasta nie wystarczały. Kancelaria prezydenta Komorowskiego nie zgadzała się, byśmy mogli spokojnie pracować przed Pałacem. Pozwoliłem sobie użyć sformułowania „wolna Polska”, ponieważ czuję się teraz wolnym obywatelem. Robiąc „Smoleńsk”, spotykałem się najczęściej z zakazami, których nie rozumiałem. Zakazywali ludzie, którzy nie wiedzieli, co robię, i prawdę powiedziawszy, nie bardzo to ich interesowało. Wystarczyło, że reżyseruję film „Smoleńsk”. Proszę pamiętać, że nie chciałem wchodzić z ekipą filmową na teren Pałacu Prezydenckiego, chodziło tylko o możliwość pracy przed Pałacem, na ulicy. A i tak zgody nie było. Nie, urzędnicy nie żądali od nas scenariusza, nie chcieli wiedzieć, co to za sceny, po prostu nie godzili się i koniec.

A jakie to były sceny?

Bliskie plany do tego, co działo się pięć lat wcześniej na Krakowskim Przedmieściu, przez te kilka dni po tragedii smoleńskiej, zanim jeszcze ciała pary prezydenckiej poleciały cassą do Krakowa. Nawet kiedy Andrzej Duda już wygrał wybory, a w kancelarii pracowali jeszcze urzędnicy prezydenta Komorowskiego, to i tak był problem.