Decyzje administracji prezydenta Donalda Trumpa dotyczące redukcji amerykańskiej obecności wojskowej w Europie wywołały niepokój w Warszawie i stolicach państw wschodniej flanki NATO. Szwajcarski dziennik Neue Zürcher Zeitung ocenił, że sygnał wysyłany przez Waszyngton może zostać odebrany przez Rosję jako oznaka słabnącego zaangażowania USA w bezpieczeństwo Europy. Według gazety szczególnie dotknięta może czuć się Polska, która od lat zabiegała o zwiększenie liczby amerykańskich żołnierzy na swoim terytorium i konsekwentnie budowała pozycję jednego z najbliższych sojuszników Stanów Zjednoczonych w Europie.
Szwajcarska gazeta zwraca uwagę, że jeszcze do niedawna w Warszawie dominowało przekonanie, iż ewentualne ograniczanie obecności wojskowej USA obejmie głównie Niemcy. Tymczasem dyskusja wokół zmian dotyczy dziś także państw graniczących z Rosją i Białorusią. Dodatkowe napięcia wywołały ostatnie wypowiedzi Donalda Trumpa po krytycznych komentarzach kanclerza Friedrich Merz dotyczących amerykańskiej strategii wobec Iranu.
Według „Neue Zürcher Zeitung” Trump zapowiedział możliwość wycofania z Niemiec co najmniej 5 tys. żołnierzy. Jednocześnie sugerował, że część sił mogłaby zostać przeniesiona do Polski. Problem polega jednak na tym, że równolegle w administracji USA coraz częściej pojawiają się głosy o konieczności zmniejszenia całkowitego zaangażowania militarnego w Europie i przesunięcia uwagi na region Indo-Pacyfiku oraz rywalizację z Chinami.
W ocenie gazety właśnie ten szerszy kontekst budzi dziś największe obawy w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska przez lata traktowała amerykańską obecność wojskową jako kluczowy element odstraszania Rosji. Rozbudowywano infrastrukturę dla wojsk USA, tworzono magazyny sprzętu, centra logistyczne i systemy współpracy operacyjnej.
Polska jako najbliższy partner Stanów Zjednoczonych
„NZZ” określa Polskę mianem prawdopodobnie „najbardziej lojalnego i solidnego sojusznika USA w Europie”. Gazeta podkreśla, że dotyczy to zarówno poprzednich rządów, jak i obecnego gabinetu Donald Tusk. Zdaniem dziennika nawet liberalny i wyraźnie proeuropejski rząd Tuska utrzymuje bardzo ścisłą współpracę wojskową z Waszyngtonem, choć jednocześnie mocniej niż poprzednicy akcentuje potrzebę zwiększania strategicznej niezależności Europy.
Szwajcarscy komentatorzy zwracają uwagę, że Polska nie pasuje do narracji Trumpa o europejskich państwach unikających wydatków na obronność. Według aktualnych planów budżetowych w 2026 r. Polska ma przeznaczyć na wojsko 4,8 proc. PKB. To jeden z najwyższych wskaźników w całym NATO i poziom wyraźnie przekraczający wymagane przez Sojusz 2 proc.
W ostatnich latach Polska zakontraktowała gigantyczne zakupy uzbrojenia w USA i Korei Południowej. Chodzi m.in. o czołgi Abrams, wyrzutnie HIMARS, śmigłowce Apache czy systemy Patriot. W praktyce oznacza to, że bezpieczeństwo Polski zostało bardzo silnie powiązane z amerykańskim wsparciem wojskowym i technologicznym.
Uspokajające sygnały rządu Donalda Tuska
Rząd w Warszawie stara się tonować emocje wokół doniesień o możliwych zmianach. Donald Tusk ocenił, że ewentualne przemieszczenia wojsk mają przede wszystkim charakter logistyczny i nie powinny bezpośrednio wpłynąć na zdolności odstraszania NATO.
Podobnie sytuację ocenia część ekspertów wojskowych. Ich zdaniem znaczenie ma przede wszystkim całościowa obecność Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschodniej flance, a nie pojedyncza jednostka czy dywizja. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę NATO znacząco zwiększyło liczbę żołnierzy w Polsce, krajach bałtyckich i Rumunii. Rozbudowano także system szybkiego reagowania oraz magazyny sprzętu wojskowego.
Mimo to „Neue Zürcher Zeitung” podkreśla, że symboliczny wymiar decyzji może okazać się znacznie ważniejszy niż realne przesunięcia wojsk. Wycofywanie sił z państw graniczących z Rosją może zostać odczytane jako osłabienie determinacji USA do obrony Europy.
Krytyka decyzji administracji Trumpa w samych Stanach Zjednoczonych
Amerykańska debata wokół obecności wojskowej w Europie jest coraz bardziej podzielona. Część republikanów otwarcie krytykuje pomysły ograniczania obecności wojsk USA na kontynencie. Kongresmen Don Bacon ocenił, że byłby to „fatalny sygnał” zarówno dla Rosji, jak i dla europejskich sojuszników Stanów Zjednoczonych.
Polityk stwierdził również, że taki ruch byłby „policzkiem wymierzonym Polakom i Bałtom”. W amerykańskim Kongresie rośnie obawa, że zbyt szybkie ograniczanie obecności wojskowej w Europie mogłoby zostać wykorzystane propagandowo przez Kreml.
Obecnie w Europie stacjonuje około 80 tys. amerykańskich żołnierzy. Zgodnie z amerykańską ustawą budżetową Pentagon musi poinformować Kongres, jeśli liczba ta miałaby spaść poniżej 76 tys. na okres dłuższy niż 45 dni. Oznacza to, że większe redukcje wojsk nie mogłyby zostać przeprowadzone całkowicie poza kontrolą amerykańskich parlamentarzystów.
Rosnące obawy Europy wobec polityki USA
Dyskusja wokół wojsk USA wpisuje się w znacznie szerszy problem dotyczący przyszłości relacji transatlantyckich. W wielu europejskich stolicach coraz częściej pojawiają się pytania o to, czy Stany Zjednoczone pozostaną równie zaangażowane w bezpieczeństwo Europy jak po zakończeniu zimnej wojny.
Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę państwa NATO rozpoczęły gwałtowne zwiększanie wydatków na obronność. Polska stała się jednym z symboli tego procesu. Jednocześnie jednak europejscy politycy coraz częściej mówią o konieczności budowania własnych zdolności wojskowych niezależnych od Waszyngtonu.
Słowa i decyzje płynące z USA są dziś w Warszawie analizowane nie tylko pod kątem bieżącej sytuacji wojskowej, ale także przyszłego układu sił w NATO i całej Europie.
Źródła:
- PAP
- Neue Zürcher Zeitung
- NATO
- U.S. Department of Defense
- Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu