Na trzy tygodnie przed głosowaniem szala przechyla się na korzyść zwolenników Brexitu. Pierwszą jego ofiarą będzie najpewniej szef rządu. W trwającej kampanii referendalnej premier wspiera obóz zwolenników pozostania w Unii Europejskiej.
Jednak wielu konserwatywnych polityków, w tym byli i obecni ministrowie, namawia Brytyjczyków do zagłosowania za odejściem z Unii. Wywołuje to tarcia wewnątrz partii. Tyle że wcześniej torysi nie pozwalali sobie na tak mocną publiczną krytykę swojego premiera jak teraz. To oznacza, że wraz z walką o rząd dusz przed referendum toczy się walka o przywództwo w Partii Konserwatywnej.
Na trzy tygodnie przed godziną zero brexiterzy koncentrują się w swoim przekazie na gorącej dla Brytyjczyków kwestii – imigracji. Moment jest doskonały, bo w ubiegłym tygodniu brytyjski urząd statystyczny opublikował najnowsze dane dotyczące migracji. Wynika z nich, że w 2015 r. saldo wyjazdów i przyjazdów w Wielkiej Brytanii wyniosło plus 333 tys. Chociaż wartość ta nie różni się bardzo od wyniku z kilku ostatnich lat, zwolennicy wyjścia z UE traktują to jako dowód na porażkę polityki migracyjnej Davida Camerona, który obiecywał ograniczenie salda migracji do poziomu 100 tys. osób rocznie.