Po południu prezydent Lech Kaczyński przybył do Brukseli na szczyt Rady Europejskiej. Lech Kaczyński przyleciał do stolicy Belgii wyczarterowanym samolotem Boeing 737.

We wtorek po południu do Brukseli przyleciał rządowym samolotem premier Donald Tusk. W polskiej delegacji są również ministrowie spraw zagranicznych Radosław Sikorski i finansów Jacek Rostowski.

Poniedziałkowe spotkanie prezydenta z premierem nie rozstrzygnęło sporu obu kancelarii - kto ma reprezentować nasz kraj na brukselskim szczycie.

We wtorek Kancelaria Prezydenta otrzymała pismo od szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego informujące, że Lech Kaczyński nie będzie mógł skorzystać z samolotu rządowego, bo ten pozostaje do dyspozycji premiera i delegacji rządowej przebywającej już w Brukseli.

Według Kancelarii Prezydenta, Kancelaria Premiera odmówiła także użyczenia prezydentowi dwóch samolotów JAK-40, by mógł polecieć na szczyt UE.

W środę przed południem premier Donald Tusk powiedział dziennikarzom w Brukseli, że prezydent leci do Brukseli, ale nie na szczyt UE. Szef rządu pytany, czy któryś z ministrów towarzyszących mu w Brukseli ustąpi prezydentowi miejsca na sali obrad podczas posiedzenia Rady Europejskiej, odparł: "skład delegacji jest znany"

Na posiedzeniach Rady Europejskiej krajowi członkowskiemu przysługują przy stole obrad dwa miejsca

Na wtorkowej konferencji prasowej w Międzyzdrojach prezydent pytany, czy będzie siedzieć obok premiera, odpowiedział, że w Brukseli jest tak, "że członkowie delegacji poszczególnych krajów siedzą obok siebie i dlatego nie ma wątpliwości, że będziemy siedzieć obok siebie". Dodał, że to, iż (na szczyt) przyjeżdżają prezydent i premier jakiegoś kraju, jest rzeczą normalną i w tym nie ma nic dziwnego".

Nie wiadomo, kto w imieniu Polski będzie zabierał głos na posiedzeniu Rady. Decyzja w tej sprawie należy do przewodniczącego delegacji.

Przed kilkoma dniami rząd przyjął uchwałę, iż szefem delegacji jest premier

Jednak gdy na brukselskim szczycie pojawi się prezydent, to on - jako najwyższy rangą przedstawiciel państwa - staję się szefem delegacji.

Według szefa Kancelarii Prezydenta Piotra Kownackiego, w sprawach dotyczących sytuacji na rynkach finansowych głos będzie zabierał przede wszystkim premier i/lub minister finansów; w sprawach dotyczących Traktatu Lizbońskiego - prezydent i/lub minister spraw zagranicznych; w kwestiach energetycznych i klimatycznych - premier i minister finansów, w sprawach polityki zagranicznej - prezydent i/lub minister spraw zagranicznych.

Wiceszef BBN Witold Waszczykowski powiedział we wtorek rano w Polsat News, że na spotkaniu w Brukseli prezydent będzie chciał podzielić się z innymi przywódcami swoją wiedzą na temat sytuacji na Kaukazie.

Według przedstawicieli rządu, sprawa ta będzie jedynie tematem spotkania szefów dyplomacji UE.

Jednym z tematów szczytu jest pakiet klimatyczno-energetyczny

Przedstawiciele rządu przekonują, że prezydent nie ma formalnych kompetencji do podejmowania decyzji w tej kwestii.

Pakiet ma pozwolić UE na redukcję emisji CO2 o 20 proc. do 2020 r. w porównaniu z rokiem 1990. Polska i siedem innych wschodnioeuropejskich państw UE wskazują, że planowane przez Unię ograniczenia emisji dwutlenku węgla spowodują wzrost cen energii i negatywnie wpłyną na wzrost gospodarczy.

W poniedziałek premier powiedział, że - gdyby przyjąć kształt pakietu klimatycznego, na który zgodził się prezydent L. Kaczyński w 2007 roku - "naraziłoby to Polskę na wielomiliardowe starty w przyszłości i podwyżkę cen energii elektrycznej do 90 proc."

Według L. Kaczyńskiego zarzut ten jest "absolutnie nieprawdziwy".

W poniedziałek min. Kownacki nie wykluczył, że z Brukseli prezydent i premier mogliby wrócić wspólnie.