Litwa boi się Rosji. Boi się tak bardzo, że wszystkie kluczowe decyzje gospodarcze i polityczne są analizowane pod kątem wpływu na bezpieczeństwo państwa.
O tym, że jeszcze kilka tygodni temu Litwini płacili własną walutą, nikt już tu w zasadzie nie pamięta. 1 stycznia do obiegu wprowadzono euro, 9 stycznia większość transakcji przeprowadzono już we wspólnym pieniądzu, a 16 stycznia lity zostały ostatecznie wycofane z obiegu. Operacja różniła się znacząco od sytuacji, w której euro wprowadzałaby Polska. Lit od wczesnych lat 90. był przywiązany najpierw do dolara, a następnie do euro. Kurs był sztywny.
Choć obecne na 500-litowym banknocie hasło „kad laisves nevertas, kas negina jos” (kto nie walczy o wolność, nie jest jej godzien) zniknęło z obiegu publicznego, idea niepodległościowa przyświecała również inicjatorom zmiany waluty. – Przyjęcie euro traktujemy jako znaczący krok na Zachód. A z każdym krokiem w stronę Zachodu oddalamy się od Wschodu. Aspekt polityczny rezygnacji z lita również był dla nas istotny – mówił nam prezes Banku Litwy Vitas Vasiliauskas. Wilno w wejściu do eurozony upatruje nawet umocnienia własnej suwerenności. – Jako kraj, którego waluta była sztywno powiązana z walutą obcą, nie prowadziliśmy własnej polityki monetarnej. Teraz będziemy mieli przynajmniej wpływ na kształtowanie europejskiej polityki monetarnej – dowodzi minister finansów Rimantas Šadžius. Identyczne argumenty pojawiały się w Estonii, która przyjęła euro cztery lata wcześniej. Tam również tłumaczono, że utworzenie jednego organizmu walutowego z Niemcami i innymi silnymi państwami Zachodu ułatwi im decyzję o wojskowym wsparciu Estonii w razie zbrojnej napaści.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.