PiS domaga się przeprowadzenia w Sejmie debaty na temat przyszłości polskiej ziemi i Lasów Państwowych. Poseł Jan Szyszko podkreślił, że debata powinna odbyć się wtedy kiedy funkcjonują "normalni ludzie", czyli w dzień.

Poseł PiS po raz kolejny ostrzegał przed destabilizację przedsiębiorstwa. Prowadzi do niej, jego zdaniem, przeprowadzona rok temu zmiana ustawy o lasach i nałożony na nie "haracz".



Według posła Dariusza Bąka, rząd celowo zwleka z debatą i unika odpowiedzi na pytanie, które drogi lokalne zostały wybudowane za pieniądze zabrane lasom.



Jego zdaniem, niektóre nadleśnictwa już utraciły płynność finansową i nie mogą regulować swoich zobowiązań. Poseł poinformował, że w lasach pracuje około 50 tysięcy robotników i pytał czy rządowi zależy na tym, by poszerzać obszary biedy w Polsce.



W grudniu koalicja przegrała głosowanie nad zmianą Konstytucji, zgodnie z którą wyjątki od zasady, że Lasy Państwowe nie podlegają przekształceniom własnościowym mogły być wprowadzane ustawą. Sejm zrezygnował wówczas z rozpatrywania na tym samym posiedzeniu forsowanego przez PiS obywatelskiego wniosku o referendum w sprawie statusu lasów.



Pod wnioskiem o referendum zebrano ponad dwa i pół miliona podpisów.



Według posła PSL Stanisława Żelichowskiego, PiS wykorzystuje temat Lasów Państwowych i zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum do kampanii wyborczej. Pytania do referendum zostały, jego zdaniem, sformułowane tak, by mydlić ludziom oczy.



Stanisław Żelichowskiego powiedział, że działanie PiS przypomina "czerwonogwardzistę, który najpierw ukradł chłopu koguta a potem pomagał mu go szukać". Poseł PSL zapewnił, że nie ma żadnego zamysłu prywatyzacji lasów.