Marszałek Sejmu Radosław Sikorski zabiera głos w sprawie poselskich wyjazdów. Polityk PO napisał na Twitterze, że podczas jednego z posiedzeń prezydium Sejmu rozważano reformę wszystkich rozliczeń podróży parlamentarzystów.
Reklama

W ten sposób Radosław Sikorski odniósł się do sugestii dziennikarza "Rzeczpospolitej" Michała Szułdrzyńskiego, który napisał, że marszałek powinien zaproponować "ucieczkę do przodu" poprzez całkowitą reformę systemu rozliczania poselskich wyjazdów.

Sikorski zaznaczył jednak, że choć ta propozycja była rozważana, to na przykład - jak napisał - "wprowadzenie paragonów nic by nie dało, bo nie ma na nich numerów rejestracyjnych".

Sikorski podziękował też "Wprost" za zdjęcie, jakim zilustrowano materiał na jego temat:

Dziękuję @tygodnikwprost za potwierdzenie zdjęciem, że do i po okręgu wyborczym jeżdżę także samochodem prywatnym. pic.twitter.com/SbhTsMD1p4

— Radosław Sikorski (@sikorskiradek) grudzień 8, 2014

"Wprost" ujawnił dziś, że marszałek Sejmu pobrał dziesiątki tysięcy złotych zwrotu kosztów za używanie prywatnego auta do celów służbowych. Według tygodnika, w 2009 roku ówczesny szef dyplomacji pobrał z kasy Sejmu 1245 złotych, ale już rok później kwota urosła do ponad 21 tysięcy złotych. W 2011 roku było już 26,5 tysiąca złotych, w 2012 roku pobrał 19,1 tysięcy złotych. W ubiegłym roku - niecałe 10 tysięcy.

Przed południem w imieniu Sikorskiego wypowiedziała się jego rzeczniczka Małgorzata Ławrowska. Sprawę uznała za wyjaśnioną, bowiem - jak mówiła - prokuratura odmówiła śledztwa. Rzeczniczka dodała, że Sikorski wykorzystał jedynie 1/3 limitu, a kwota 80 tysięcy złotych wymieniona w tygodniku "Wprost" dotyczy siedmiu lat, co daje średnio tysiąc złotych miesięcznie wydatków na paliwo.