Wiceprezydent Łodzi mówi o walce z niezdrową żywnością w szkolnych sklepikach i poparciu dla pomysłu zakazu sprzedaży takich produktów
Projekt ustawy wprowadzającej zakaz sprzedaży batoników i napojów gazowanych w sklepikach szkolnych w zeszłym tygodniu został pozytywnie zaopiniowany przez rząd. Takie propozycje popierają również samorządowcy, którzy od lat próbują prowadzić walkę ze śmieciowym jedzeniem. Oprócz programów edukacyjnych, konkursów i szkoleń nie mogą podjąć radykalniejszych kroków. Nie ma bowiem centralnych przepisów, do których można by się odwołać.
W proponowanej ustawie posłowie PSL określili, jaka może być maksymalna zawartość cukrów, tłuszczów czy szkodliwych kwasów w żywności i napojach dostępnych w sklepikach szkolnych oraz automatach na terenie szkół. Chcą, by dyrektor miał prawo rozwiązać umowę z prowadzącym sklepik szkolny, gdyby ten sprzedawał w nim zakazane produkty. Oprócz tego proponują zakaz reklamy takich produktów. Przeciwnicy zmian przekonują zaś, że nie można arbitralnie dzielić jedzenia na zdrowe i niezdrowe. Co jest dopuszczone do sprzedaży, nie może być bowiem uznane za szkodliwe.
Aneks w umowie: sprzedawaj zdrowe, Krzysztof Piątkowski odpowiada na nasze pytania
Wiceprezydent Łodzi Krzysztof Piątkowski, który od lat stara się walczyć z niezdrową żywnością, przyznaje w rozmowie z DGP, że wprowadzenie zmian nie będzie proste.
Posłowie przygotowali ustawę
zakazującą sprzedaży niezdrowego jedzenia
w sklepikach szkolnych. Podobno w Łodzi to
już działa.
Od wielu lat walczyłem o to,
by w szkołach była zdrowa
żywność. Uczniowie już od przedszkola
uczą się na lekcjach o zasadach
prawidłowego żywienia, tymczasem na przerwach
proponowano im do jedzenia czipsy i sztucznie barwione
napoje gazowane. Dlatego jeszcze jako radny
przygotowałem projekt uchwały, która
wprowadzała całkowity zakaz sprzedaży
śmieciowego jedzenia. Wzbudziło to jednak sprzeciw,
gdyż obawiano się, że byłoby to
ograniczenie wolności. Ostatecznie uchwała
została uchylona. Kiedy zostałem wiceprezydentem,
nie mogłem nie podjąć starań
o zdrową żywność
w sklepikach.
Zakazaliście czipsów?
W ten sposób by to nie
zadziałało. Wprowadziliśmy za to do umów
dyrektorów z ajentami sklepików zapisy
zobowiązujące do sprzedawania zdrowego jedzenia.
Są tak sformułowane, że niedotrzymanie umowy
umożliwia prowadzącemu szkołę
wypowiedzenie umowy w trybie natychmiastowym.
Wszystkie szkoły musiały
się na to zgodzić?
Nie mamy takich uprawnień, by
coś nakazać. To była kwestia
dżentelmeńskiej umowy z placówkami. Mamy
w mieście 360 placówek i we wszystkich,
gdzie są sklepiki, ajenci podpisali nowe umowy. Nie ma
pełnego sukcesu, ale wiemy z badań, że
w 100 proc. podstawówek sklepiki oferują
zdrową żywność, zaś
w połowie z nich jest wyłącznie taka
oferta. Jak widać udało się. Gorzej jest
w gimnazjach – choć wszystkie oferują
zdrowe produkty, tylko w 11 proc. jest
wyłącznie takie jedzenie. Sytuacja trochę
poprawia się w liceach, ale też dotyczy to
tylko jednej piątej placówek. Łatwiej jest
wprowadzać dobre nawyki żywieniowe
w młodym wieku, trudniej zaś przekonać do
zmiany zwyczajów nastolatki.
Ajenci się nie buntowali?
Tylko jeden zrezygnował. Reszta
się dostosowała i zmieniła asortyment.
Oprócz warzyw sprzedają też suszone owoce,
jogurty, a także domowe wypieki, np. ciasto
marchewkowe, czy kanapki.
Jak to wpływa na dzieci?
Nie da się wszystkiego zmienić
z dnia na dzień. Ale widać zmianę
podejścia. Dzieci zaczynają zauważać,
że są też inne opcje żywieniowe.
Planowana ustawa miałaby
w ogóle zakazać niezdrowych
produktów.
Popieram. Wolę, żeby w szkole
moich dzieci w ogóle nie było sklepiku,
niż by był taki ze śmieciowym
jedzeniem.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.