Rok 2011 był dramatycznie trudny, z wyzwaniami, o jakich się wcześniej nam nie śniło - ocenił premier Donald Tusk. Jak dodał, były wyzwania, do których się przygotowywaliśmy - jak polska prezydencja i takie, do których nikt na świecie nie był się w stanie przygotować czyli fale kryzysu.
Reklama

Premier pytany o największe wyzwania w 2012 r. powiedział, że chce w pierwszych tygodniach przedstawić w Sejmie i ostatecznie rozstrzygnąć podstawowe założenia ze swojego expose.

"To był też pierwszy rok, który - mimo, że Polska nadal na tle innych krajów wygląda bardzo dobrze, ale to są dobre statystyki, ja sobie zdaje z tego sprawę, że jako naród i jako państwo możemy się szczycić w Europie gospodarką o najzdrowszej obok Szwecji kondycji dzisiaj - ale jako ludzie żyjący (...) tu i teraz, odczuwamy skutki tego kryzysu coraz dotkliwiej" - powiedział w sobotę Tusk dziennikarzom w Gdańsku.

"I to było oczywiście przygnębiające, bo wszystkie wysiłki jakie wykonujemy i takie poczucie, że Polacy nie zasłużyli na kryzys, biorąc pod uwagę to, co u nas się dzieje, to powoduje, że to czasami jest i irytujące i przygnębiające" - dodał.

Premier przypomniał, że w roku 2011 odbyły się wybory parlamentarne. "Z mojego punktu widzenia bardzo dobry rok, bo udało się uzyskać wynik - no w tym sensie bez precedensu, że po raz pierwszy powtórzenie zwycięstwa w wyborach, które dało możliwość kontynuowania rządzenia" - podkreślił.

Reklama

"Czasami miałem wrażenie, że ze względu na sytuację wszyscy tak postępują, żeby nie wygrać tych wyborów, i może to było jakimś ułatwieniem. Ale na pewno mam wielką satysfakcję, że tylu ludzi, mimo tak trudnego roku, uznało, że lepiej postawić na nas niż na konkurencję. I to jest oczywiście satysfakcja" - zaznaczył szef rządu.

Największy sukces? Prezydencja

"Polska wyjątkowo starannie się do tego przygotowała - zaangażowaliśmy bardzo dużo ludzi, takiej pozytywnej emocji, ale także środków. Pokazaliśmy, że prezydencja, mimo, że tak okrojona, w sensie traktatowym i nie jest tak ważna jak była kiedyś, ale nam się udało uzyskać status prezydencji trochę wyższy, niż to wynika z zapisów traktatowych" - zauważył premier.

"Nawet jeśli czasem słyszałem w Polsce głosy sceptycyzmu, czy nawet niezadowolenia, to muszę powiedzieć, że tylu dobrych opinii o Polsce, bo przecież nie chodzi o opinie na mój temat, ale na prawdę o Polsce, o tym jak Polska wypada na tle konkurencji, to tylu dobrych opinii nie słyszałem od czasu jak jestem w życiu publicznym obecny. Także na pewno prezydencja to jest powód do satysfakcji, powiedziałbym takiej narodowej" - podkreślił Tusk.

Na pytanie o największe wyzwania powiedział, że chce w pierwszych tygodniach "podstawowe założenia z expose, nie tylko przedstawić w Sejmie, ale je ostatecznie rozstrzygnąć".

"I spieszę się z tym, chociaż zdaję sobie sprawę, że ludzie mnie tam za to za bardzo nie ukochają, ale robię to z przekonaniem, że z punktu widzenia interesów Polski jako całości to są rzeczy niezbędne. Więc dla mnie to jest najważniejsze wyzwanie, i raczej na pierwszy kwartał, niż na rok 2012" - dodał szef rządu.

Poinformował też, że miał "długą i serdeczną, przednoworoczną rozmowę" z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem. "Nie ma takiej możliwości, żeby wszystkie zmiany, jakie zapowiedziałem w expose, żeby one nie zostały przeprowadzone. Zostaną na pewno przeprowadzone" - oświadczył Tusk.

Na pytanie czy były to wspólne ustalenia z liderem PSL odparł: "Tak, to nasze wspólne ustalenie".

Pytany czy koalicja przetrwa do końca Tusk odpowiedział: "Tak, jestem przekonany, że koalicja potwierdzi swoją, taką gotowość do podejmowania trudnych decyzji i bardzo liczę też na takie pomysły polityków i PSL i Platformy Obywatelskiej, które uczynią te reformy możliwie doskonałymi, jeśli chodzi o szczegóły. Natomiast, co do zasady, z satysfakcją przyjąłem deklaracje premiera Pawlaka, że te podstawowe zasady wygłoszone w expose, w tym wiek emerytalny, zostały zaakceptowane".

Premier będzie lepszy...dla żony

Premier pytany o sylwestrowe plany powiedział, że tradycyjnie Sylwestra spędzi u przyjaciół w Sopocie. "W ogóle, wraz z upływem lat jestem coraz bardziej zadowolony z tego, że jestem taki konserwatywny, że zawsze tu (na boisku) o godz. 12, a później o godz. 22 zawsze u naszych przyjaciół. I chociaż się niektórzy śmieją z nas, my się nie śmiejemy z tej formuły składkowego sylwestra, każdy coś przygotowuje. My, to szczerze powiedziawszy Gosia, moja żona, ale ja ją duchowo wspieram, kiedy przygotowuje koreczki. No i szampana oczywiście każdy musi przynieść" - mówił Tusk.

"A ten rok 2012? Kochani, ja bym bardzo chciał, żeby wszyscy Polacy mogli być tak dumni i szczęśliwi przez cały rok z Polski, kiedy ta wielka niewiadoma wisi nad Europą (...). Ja wiem, że on nie będzie łatwy i że wszystkim będzie się żyło pewnie trochę ciężej, ale mam takie poczucie, że stajemy się rzeczywiście nowoczesną, w najlepszym tego słowa znaczeniu, wspólnotą i że potrafimy być coraz bardziej solidarni, nie tylko w staromodnym tego słowa znaczeniu. Więc żeby ten 2012 był najszczęśliwszy, tak jak to tylko możliwe, w każdej polskiej rodzinie" - życzył szef rządu.

Pytany o postanowienia na 2012 rok wspomniał o doskonaleniu języka angielskiego. "Jak już czytałem w gazetach - czeka mnie jakaś gehenna wielosetgodzinna w 2012 r., więc to postanowienie jest już załatwione. Palenie rzuciłem lata temu, no nie wiem... Będę jeszcze lepszy dla mojej żony, o! Szczęśliwego Nowego Roku!" - podkreślił premier.