Talaga: Własność dla pretorian, czyli prywatyzacja po białorusku

Andrzej Talaga, zastępca redaktora naczelnego
Andrzej Talaga, zastępca redaktora naczelnegoDGP
25 stycznia 2011

Łukaszenka chce się podzielić majątkiem państwowym z inwestorami, ale tylko z tymi, którym ufa. Chce w ten sposób przedłużyć swoje panowanie

Reżim Aleksandra Łukaszenki prześladuje wprawdzie opozycję i stawia Polsce oraz Niemcom zarzuty o współudział w próbie zamachu stanu, ale nie rezygnuje z programu prywatyzacji gospodarki. Zamiast modelu chińskiego, jaki był najbardziej prawdopodobny przed wyborami prezydenckimi, wybrał jednak rozdawanie majątku narodowego poplecznikom. Własność stanie się nagrodą za wierność, a nie motorem rozwoju gospodarki.

Dyrektywa prezydencka nr 4 daje pole do liberalizacji, wolnego przepływu pieniądza, własności i dorabiania się na równych zasadach. Ogólne ramy musi jednak wypełnić treść. A ta, czyli dekrety wykonawcze, budzi wątpliwości. Nowe prawo daje zarządom firm państwowych przekształconych już w spółki skarbu państwa preferencje w nabywaniu ich akcji. W sektorze dużych i średnich przedsiębiorstw nie będzie więc powszechnej prywatyzacji ani dopuszczenia na wolnorynkowych zasadach innych podmiotów, w tym zagranicznych. Nie oznacza to, że nie pojawią się wcale, jak najbardziej, ale na zaproszenie władzy. Własność na Białorusi, szczególnie ta duża, będzie koncesjonowana. Choć w ramach liberalizacji ułatwiono rejestrowanie firm i uproszczono system podatkowy dla firm, nie oznacza to wcale otwarcia drzwi dla spontanicznej przedsiębiorczości.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.