Komorowski jak brytyjska królowa: bez wielkiego wpływu na sprawy zagraniczne

6 lipca 2010

Choć trzy miesiące temu szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski przegrał prawybory z Bronisławem Komorowskim, to on będzie miał więcej do powiedzenia w dyplomacji niż wygrany konkurent.

Eksperci, z którymi rozmawiał „DGP”, nie mają wątpliwości: Bronisław Komorowski nie ma ambicji, aby wpływać na politykę zagraniczną rządu. Nie ma też pomysłu, jak miałby to zrobić. – Dlatego będzie w sposób minimalistyczny interpretował swoje uprawnienia. I da wolną rękę Radosławowi Sikorskiemu – uważa Eugeniusz Smolar, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

W podobnym duchu wypowiadają się były szef dyplomacji Dariusz Rosati czy Jacek Saryusz-Wolski, europoseł PO. A Władysław Bartoszewski, jak zwykle dosadny, tak opisuje przyszłe stosunki na linii rząd – prezydent: – Konstytucja polska bardzo wyraźnie określa kompetencje prezydenta w polityce zagranicznej. Ma on mianowicie wspierać realizację celów rządu – mówi „DGP” minister w kancelarii premiera. Nowy układ porównuje do prywatnej firmy: – Jeśli założy pan jej filię w Węgrowie i kogoś tam pan pośle, to ta osoba będzie z panem współdziałała, ale pan nie będzie jego podwładnym. Tylko krętacze mogą tego nie zrozumieć. Niemcy to zrozumieli. Jak prezydent Niemiec ośmielił się jednym zdaniem krytykować politykę rządu, to rząd zamilkł, prasa napadła, prezydent ustąpił.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.