Kalifornijskie centrum przedsiębiorczości ma kłopoty. Fala przejęć może podważyć rolę inkubatora innowacyjności.

W ubiegłym roku inwestycje w Silicon Valley spadły z 7 do 5 mld dolarów. Firmy zaczęły również zwalniać swoich pracowników.

To nie pierwszy kryzys, któremu najsłynniejszy na świecie inkubator nowych technologii musi stawić czoła. Dotąd jednak zawsze panowała zasada: nas to nie dotyczy. Przecież znajdzie się ktoś, kto założy nowego Google’a czy Yahoo. – Tym razem jest inaczej. Obecny kryzys dotknął samych podstaw naszego sukcesu. I dlatego zagraża naszej egzystencji – głosi Silicon Valley Index 2010, najnowszy raport opublikowany przez grupę Joint Venture, która od połowy lat 90. bada gospodarcze trendy zachodzące w Dolinie Krzemowej.

Mniejsza liczba patentów

Prezentowane w nim liczby są niepokojące. Inwestycje w słynącym z biznesowej odwagi regionie tylko w ubiegłym roku spadły z 7 do 5 mld dol. I coraz dalej im do rekordowego roku 2000, gdy sięgały... 27 mld dol. Pogłębił się również obserwowany od 2006 r. trend spadającej liczby patentów. Na domiar złego, od początku kryzysu zniknęło ok. 90 tys. miejsc pracy, a ilość pustych powierzchni biurowych wzrosła do poziomu ostatnio notowanego w 1998 roku jeszcze przed rozkręceniem boomu internetowego.

Jeszcze bardziej od naturalnej dekoniunktury martwią długofalowe tendencje, które poddają w wątpliwość pionierską rolę Doliny Krzemowej w amerykańskim życiu gospodarczym. W czasie kryzysu wyschły na przykład podstawowe źródła pomocy publicznej dla nowych pomysłów biznesowych (tzw. start- up), które stanowiły o sukcesie Doliny Krzemowej. – Młodzi przedsiębiorcy sygnalizują, że coraz trudniej dostać grant na rozkręcanie biznesu zarówno ze strony zadłużonego stanu Kalifornia, jak i instytucji federalnych. Także banki są bardziej zachowawcze przy udzielaniu kredytów – mówił niedawno Russell Hancock, szef grupy Joint Venture. Efektem tej tendencji będzie fala przejęć, która już rozpoczęła się w Dolinie Krzemowej. Wiele dużych firm przycięło koszty na rozwój, by przetrwać kryzys. Teraz, nie chcąc pozostać z tyłu, muszą połykać mniejszych graczy, niszcząc przy okazji potencjalną konkurencję.