Cały kraj się zatrzymał

Akademicki Marsz Pamięci odbył się w poniedziałek wieczorem z inicjatywy Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Wyruszył o godz. 19.30 spod gmachu Sejmu.

Jego uczestnicy marszu przeszli, w milczeniu, do Kościoła Akademickiego Św. Anny na Krakowskim Przedmieściu, gdzie o godz. 21.00 rozpoczęła się msza św. ku pamięci osób, które zginęły w sobotniej katastrofie prezydenckiego samolotu.

Wyruszywszy spod Sejmu, uczestnicy marszu szli do kościoła św. Anny ulicami: Nowy Świat, Królewską, następnie przez pl. Piłsudskiego, aż do ul. Miodowej i Krakowskiego Przedmieścia. Nieśli w dłoniach zdjęcia prezydenckiej pary, biało-czerwone flagi, płonące znicze, kwiaty.

Marsz odbył się z inicjatywy NZS

Marsz odbył się z inicjatywy NZS. W jego organizowaniu pomagały jednak również m.in. samorządy studenckie wszystkich stołecznych uczelni, wśród nich studenci Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Rektor tej uczelni, ksiądz prof. Ryszard Rumianek, był wśród 96 ofiar katastrofy pod Smoleńskiem.

"Dziś nie ma znaczenia, czy jesteśmy studentami, doktorantami, profesorami. My, środowisko nauki, idziemy wszyscy razem, by uczcić pamięć ofiar katastrofy - ludzi, których znaliśmy z telewizji, którzy spotykali się z nami na konferencjach i wykładach, którzy pomagali nam przy organizacji wielu przedsięwzięć" - powiedział PAP rzecznik prasowy Zarządu Krajowego NZS Tymoteusz Paprocki.

"To byli ludzie z ogromnym doświadczeniem, sprawujący bardzo różne funkcje w państwie. To oni mówili nam, w jaki sposób my, w przyszłości, mamy pracować dla tego kraju" - podkreślił Paprocki.

Pytany, jak organizowany był marsz, rzecznik NZS opowiadał: "To była spontaniczna akcja. Poczuliśmy, że my również musimy zaznaczyć swój studencki ból, który dotknął nas po tej tragedii. Dziś od rana wysyłaliśmy do siebie maile, smsy, dzwoniliśmy".

"Nas wszystkich boli to, co się stało. Musimy pamiętać o tym, że w tym samolocie była cząstka każdego z nas - bo ci ludzie reprezentowali różne opcje polityczne, różne środowiska" - mówił Paprocki.